Skip to main content

klechdyWydawca:  Arachnophobia Records

Ostatni materiał Thy Worshiper dostał ode mnie bęcki. Nie ukrywam jednak, że szybko wybaczyłem zespołowi tę wpadkę. I z zaciekawieniem oczekiwałem na zapowiadany, nowy materiał. O to i „Klechdy”.

Przeraża mnie długość tego materiału. Godzina, dziewiętnaście minut i czterdzieści siedem sekund. Materiału napakowanego taką ilością dźwięków, że po tych paru przesłuchaniach mocno zastanawiałem się, jak to w ogóle opisać. Dalej – jeśli mam być szczery – nie do końca jestem przekonany, czy moja ocena jest słuszna i czy udało mi się Wam przekazać z czym przyjdzie się zmierzyć. Jeśli znacie dyskografię Thy Worshiper, to będzie łatwo. Bo w zasadzie mamy do czynienia z rozwinięciem stylu zaprezentowanego na „Czarnej Dzikiej Czerwieni”. Na szczęście po błędach i wypaczeniach „Oziminy” nie ma już śladu. Jest mocniej, bardziej, więcej. Można zabrzmi to dziwnie ale materiał ten balansuje dla mnie między ludowizną a… szamanizmem. Brzmienie – moc. Hity? Miniatura „Post Coitum” (motyw z „Sowy” OŚM rewelacja), „Wschody”, „Dziady” i „Anielski orszak”. Dla osób, które nie miały styczności, spróbuję w sposób następujący. To specyficzny konglomerat łączący black metalową agresję, art rockową różnorodność, folk metal i muzykę będącą przejawem (namacalnym dowodem) relacji świata realnego do duchowego. Brzmi groźne, śmiesznie albo jak bełkot. Kiedy jednak wsłuchacie się w tę płytę, okaże się…, że w zasadzie na początku nie wiadomo o chodzi. Wymyśliliśmy sobie z kolegą Wyrocznią, gdy komentowaliśmy nasz pierwszym kontakt z tym materiałem, pewną koncepcję. I ta owa koncepcja, poza tym, że jest ona słuszna, pomoże Wam zrozumieć tę płytę. Ten materiał nie jest do pilnego słuchania, rozgryzania każdego dźwięku i jego celu. On jest do spania. Wsłuchiwanie się w niego, może grozić spięciem w śródmózgowiu od natłoku wrażeń atakujących Wasze zmysły. Kiedy jednak płyta ta będzie sobie lecieć gdzieś w tle, nieświadomie będzie z niej brali coraz więcej i więcej. Pojawia się fragmenty charakterystyczne, wbijające się w głowę. Wciąż będzie cała masa dźwięków, które będą uciekać. Ale w końcu ich liczba się zmniejszy. I wtedy być może poznacie ten materiał w pełni. Czego i Wam i sobie życzę. Na razie jet on dla mnie za długi. I to jego podstawowa wada.

Z zaciekawieniem obserwuję swoistego rodzaju wyścig, kto pierwszy napisze recenzję tego krążka (Wszechpotężna płaci jakieś bonusy za to?). Zapoczątkował go Occultblackmetalzine (to akurat norma, że można materiał tam wysłać rano, recenzję mieć przed obiadem) i tak poszło. Nieliche muszą mieć głowy szanowni panowie redaktorzy, że tak szybko się przebili przez „Klechdy”.

Ocena: 8/10

Tracklist:

CD 1
01.Gorzkie żale
02.Wila
03.Marzanna
04.Halny
05.Post Coitum
06.Wschody
CD 2
01.Zioła
02.Słońce
03.Grzyby
04.Dziady
05.Żywot
06.Anielski orszak

Ef
4646 tekstów

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

następny artykuł
Lust of Decay „Entombed in Sewage”Recenzje

Lust of Decay „Entombed in Sewage”

OracleOracle5 grudnia 2025
Königreichssaal „Loewen II”Recenzje

Königreichssaal „Loewen II”

OracleOracle4 grudnia 2025
Funeral Vomit > Upheaval of Necromancy
Funeral Vomit „Upheaval of Necromancy”Recenzje

Funeral Vomit „Upheaval of Necromancy”

OracleOracle3 grudnia 2025

One Comment

  • nicuś pisze:

    Mega asekuracyjna recenzja, tak aby przypadkiem nie urazić wydawcy i zespołu. A fakty są takie, że to asłuchalny kloc. A ocena 8/10 to chyba żart. Bo z samej recenzji wynika, że jest mocno zawyżona. Przyznaj się Panie Ef ile to jest naprawdę dla Ciebie warte? 4/10?

Skomentuj