Wydawca: Monomaniax Productions
Ostatnimi czasy mamy wysyp książek traktujących o szeroko pojętej muzyce typu metal. I to nie tylko o tych najpopularniejszych, ale i o tych popularnych w pewnych kręgach. Na przykład o takim Sarcófago. Generalnie podchodzę sceptycznie do tego rodzaju pozycji, no ale nie wyprzedzajmy faktów.
Mam zazwyczaj problem z tymi książkami, bo czuję że one są tak naprawdę dla nikogo i chyba przykładem jest właśnie „Sex, Drinks & Metal”. No bo tak – książka pisana jest językiem, jakby miała trafić do początkujących adeptów metalu w ogóle. Autor tłumaczy na przykład co to jest corpse paint, co to są blasty… I fajnie, taka wiedza może być przydatna dla mojego szwagra, który całe życie zajmuje się spawaniem, z książek przeczytał tylko fragmenty biblii, a muzykę to on lubi tę co akurat leci w radio. Informacje na temat „dlaczego muzycy malują gęby” to dla niego wiedza tajemna. A dla mnie albo dla Ciebie? No raczej nie. Z drugiej strony, nie wyobrażam sobie, że ktoś ma na ten przykład trzynaście lat, właśnie odsłuchał pierwszy raz w życiu album Iron Maiden i pierwsza książka metalurgiczna jaką chce wziąć do ręki będzie opiewała losy Wagnera i kolegów. A nawet jeśli – o corpse paincie czy blastach dowiedział się już z rolki na TikToku. Więc już tutaj dla mnie jest pierwszy zgrzyt.
Jóse Luis Cano Barrion wziął na warsztat historię twórców „I.N.R.I.”, natomiast czuję że można było to zrobić zdecydowanie lepiej. Spróbować skontaktować się z muzykami, niech opowiedzą o tamtych latach, w końcu ktoś pisze o nich książkę. Jóse ograniczył się natomiast tylko do kilku artykułów z prasy i tak zwanej „wiedzy powszechnej”. Mamy jakąś tam bibliografię, ale już bez konkretnych odnośników, do tego mieści się ona na połowie strony – szału więc nie ma. I tak też jest z całą historią w tym wydawnictwie – historia i twórczość Sarcófago potraktowane są mocno po łebkach. Owszem – jeśli ktoś w ogóle nie znałby tego zespołu, pewnie coś tam by się dowiedział, natomiast osoby które jakoś tam liznęły już historii Brazylijczyków dostęp do nowych informacji mają raczej znikomy lub bardzo skromny. Mając w pamięci tytaniczną pracę, jaką wykonał Leszek Wojnicz Sianożęcki dla „Oldschool Metal Maniac”, pozycja Barróna wypada bardzo blado. Na plus należy policzyć stronę wizualną, bo zdjęć, reprodukcji i tym podobnych jest tutaj sporo, natomiast gdyby nie one – podejrzewam, że treść ze 148 stron ograniczyłaby się do 48, przy pomyślnych wiatrach. Wiecie, nawet okładka mi nie pasuje tutaj – skąd oni wzięli to logo, do chuja?
Traktuję „Sex, Drinks & Metal” raczej jako ciekawostkę. Z książki dowiedziałem się niewiele, przeczytałem ją w zasadzie w kilka chwil. Jeśli rzeczywiście interesuje Was historia Sarcófago, poszukajcie archiwalnych numerów ziniacza wspomnianego powyżej Lecha…




