Rob z Omegavortex sprawia wrażenie typa bardzo zdeterminowanego. Chwilami czułem, że pytania go wkurwiają, chwilami – że cała scena go wkurwia. No ale ostatecznie wywiad wyszedł całkiem nieźle. Jeśli tak jak ja uważacie, że „Diabolic Messiah of the New World Order” to jeden z lepszych krążków 2025 roku – możecie sprawdzić co o nim ma do powiedzenia Rob.

Oracle: Hailz! Na początek nieco prowokacyjne pytanie – czy uważasz, że „Diabolic Messiah of the New World Order” to najbardziej ekstremalny album wydany w metalowym undergroundzie w zeszłym roku? Kiedy o tym myślę, nic innego nie przychodzi mi do głowy po konfrontacji z tym materiałem…

Rob: Materiał pochodzi sprzed 5 lat, Omegavortex jako pełny zespół na żywo mógłby nagrać rzeczy DZIESIĘĆ razy bardziej intensywne niż ten album. Mam materiał na przynajmniej jeszcze dwie płyty, który trzeba dopracować. To się liczy.

O.: Okej… Dobra, zanim wrócimy do teraźniejszych spraw, chciałbym poruszyć przeszłość. Przed Omegavortex działałeś jako Ambevilence, którego główny okres aktywności mniej więcej zbiegł się z czasem, gdy Beyond powoli usypiał i w końcu się rozpadł… Czy dobrze rozumiem to powiązanie?

R.: Jest poważne nieporozumienie dotyczące historii obu zespołów. Z perspektywy czasu powinienem po prostu pozwolić, żeby Ambevilence umarło i zacząć od nowa anonimowo, ale cóż — ludzie przeglądają metal-archives i wymyślają najdziwniejsze rzeczy.

O.: Beyond – jedyny album tego zespołu to płyta, do której wracam bardzo często. „Fatal Power of Death” to jeden z tych krążków, które na nowo rozpaliły falę prawdziwego undergroundowego death metalu, dalekiego od mainstreamu i w wielu przypadkach nawet lepszego niż wasze ówczesne inspiracje. Zgadzasz się?

R.: Zaskakujące, że o tym wspominasz. Nie zależy mi na tym albumie, uważam, że to przyzwoity i OK produkt tamtych czasów (2013), kiedy był ten revival i wszystkie zespoły grały w tym stylu, udając ultra old school. Wyraźnie pamiętam, że wytwórnia wrzuciła potem większość egzemplarzy tego krążka za bardzo niską cenę, mimo że wydano masę kasy na płatne wystąpienia w magazynach i inne rzeczy. Nie tęsknię za tym bardzo ograniczonym zespołem, ludzie ciągle mi mówią, że Omegavortex zawsze był lepszy, bardziej brutalny i bardziej deathowy.

O.: Jak uważasz, dlaczego Beyond faktycznie zakończył działalność? Czy głównym powodem był brak zainteresowania Rolanda kontynuowaniem tworzenia death metalu? Czy były inne czynniki? Wiem, że już wtedy byłeś poza zespołem od dwóch lat, ale jestem ciekaw twojej opinii…

R.: Naprawdę chcesz to wiedzieć? Historia Beyond stała się kompletnie śmieszna, bo główny gość był (w pewnej części to żadna tajemnica na niemieckiej scenie — często spotykam ludzi, którzy o tym wiedzą) niekompetentną, chaotyczną osobą, która nie potrafiła nawet nastroić gitary, nie potrafiła zagrać własnego materiału. To nie żart. Większość muzyki nawet nie była jego wymysłem. Kłamał, kradł pomysły i wymyślał dziwne rzeczy. Ludzie prędzej czy później to odkryli i odsunęli tę osobę, co wpłynęło na innych członków. Ogólne umiejętności i fachowość użyta zwłaszcza przy tym albumie w rzeczywistości nie była jego pracą, jeśli wiesz o co mi chodzi. Miał szczęście, że miał wokół siebie grupę ludzi, która go prowadziła i wkładali w to energię (głównie ja), ale na tym to polegało. Był więc w pewnym sensie pasożytem we własnym „zespole”, w retrospektywie bardzo słabą osobą, kimś, kogo nie szanowałbym za jego czyny i kto był daleki od prawdziwego człowieka dotrzymującego słowa. Jego intencje zawsze były puste i rzadko prawdziwe wobec większości rzeczy – nazywał metalowców „przegrywami”, choć żył z pieniędzy rodziców mając prawie 30 lat, podczas gdy inni ciągle rozwijali się w życiu i brali odpowiedzialność za siebie. Powodem jego odejścia ze sceny była tchórzliwa samoobrona, bo wielokrotnie tracił twarz, zarówno w zespole, jak i poza nim — to nie miało nic wspólnego z utratą zainteresowania. Ostatnim gwoździem do trumny zespołu było to, że zespół umarł w momencie, gdy ja odszedłem. Koniec historii. Czekał dwa lata, bo nie chciał, by patrzono na niego jak na bezużytecznego i propagował historię, którą wspomniałeś. Z perspektywy czasu dobrze się stało, że to zniszczyłem, i wiedziałem dokładnie, że moje działanie do tego doprowadzi. Jeśli spojrzysz na to, co sam zrobiłem wcześniej i potem, stanie się oczywiste, kto zawsze miał pełne możliwości do tego, i kto po prostu ich nie miał. Od czasu do czasu te historie są dobre do pośmiania się, ale na tym koniec.

O.: O kurwa, grubo. To może trywialne pytanie, ale dlaczego zdecydowałeś się zmienić nazwę z Ambevilence na Omegavortex?

R.: Bo nazwa zespołu brzmiała zbyt abstrakcyjnie, by przekazać przesłania, które muzyka miała nieść. Wierzę w ciągłe ulepszanie, kwestionowanie nawet własnych wyborów, a zmiana nazwy była jednym z tych wyborów, na lepsze.

O.: Jednym z powtarzających się motywów na okładkach Omegavortex są kolce — głównie na głowach postaci, a w przypadku najnowszego albumu ciężko mi określić, która to część ciała, może ramię… W poprzednim wywiadzie dla Chaos Vault wspominałeś o widzeniu demonicznych bytów spoza Ziemi — czy te okładki mają z tym jakiś związek?

R.: Z pewnością mają, symbolicznie. Sugeruję ludziom przeczytać teksty i jeszcze raz spojrzeć na grafiki. To, co jest przedstawione na okładkach, to przeszłość, teraźniejszość i przyszłość katastroficznej historii ludzkości, która dotknie nas wszystkich. Jest powód tytułu płyty. Greallach idealnie ożywił każdą piosenkę i każdą wizję, jaką miałem. Ostateczny scenariusz koszmaru świata. Spójrz dokładnie, co te „demoniczne byty” lub „sytuacje” mogą reprezentować. Część z tego może być wam znajoma.

O.: Nowy album wydała polska wytwórnia Third Eye Temple. Czy to był wynik spotkania na Black Silesia Festival, czy ta opcja była już wcześniej na stole i po prostu dojrzała przy tym albumie?

R.: Znałem Third Eye Temple wcześniej. Black Silesia był punktem zwrotnym dla mnie osobiście, gdyż wielu fanów podchodziło do nas i było zdezorientowanych, że wytwórnia nie robi promocji albo nie może znaleźć naszych rzeczy w distro. Sprzedaliśmy więcej merchu niż dużo większe zespoły. Weekend wcześniej słyszałem podobne skargi od innych zespołów związanych z Invictus Productions. Napisałem więc do Darragha i rozstaliśmy się w dobrych stosunkach, zaraz po festiwalu. Później zniechęciło mnie wiele wytwórni, które podchodziły z podstępem, by podpisać kontrakty zabierające prawa do mojej muzyki. „Stary, to ma potencjał, chcę zrobić z was wielki zespół”. Bla bla bla. Mam dość słuchania tego zdania. Mogę równie dobrze rozmawiać z ChatGPT, ma więcej inteligencji niż większość wytwórni. Wykrywam kłamstwa i oszustwa natychmiast. Undergroundowy biznes to dom z kart, pełen głupców, którzy nie potrafią nawet utrzymać swoich normalnych prac. Wierz lub nie, robię to dla siebie, a nie by przypodobać się jakiejś liście wytwórni czy należeć do grup. Odcinam kontakty bez oglądania się, jeśli nie działają po mojemu, albo jeśli czuję, że wykorzystują moją muzykę, by przeżyć kolejny tydzień ze swoimi gównianymi biznesami. To doprowadziło do zmiany myślenia i powrotu do podstaw, pracy z kimś mniejszym, jakim wtedy był Third Eye Temple. Nic nie jest przesądzone, nie ma kontraktów i to tylko jedno wydanie, a nie długoterminowe zobowiązanie.

O.: Czy nie obawiałeś się, że podpisując z Third Eye Temple — bardzo dobrą wytwórnią, ale może nie tak mocno osadzoną w undergroundzie jak Invictus Productions — twoja muzyka może nie dotrzeć do tak szerokiej publiczności jak wcześniej?

R.: Choć to brzmi ciekawie, muszę przyznać, że wydarzyło się coś zaskakującego. Jest odwrotnie: odkąd Omegavortex opuściło Invictus i odkąd obrałem niezależną drogę, robiłem ulotki, kontaktowałem się z ludźmi, budowałem sojusze, zespół zaczął być widoczny tam, gdzie wcześniej nie był. Jak wspominałem, promocja była ogromnym problemem. Nie miałem wrażenia, że Omegavortex kiedykolwiek dotarł do swojej prawdziwej „publiczności”. Faktem jest, że opuściłem wytwórnię, by GENEROWAĆ lojalną publiczność — Omegavortex i tematy, które porusza, powinny być w centrum uwagi, nie wytwórnie. Wytwórnie stały się wymienne, bo wszyscy żyją od tygodnia do tygodnia i nie mają głębokiego zrozumienia tego, co wydają i jaką wagę to może mieć, jeśli potraktować to właściwie. Moim zdaniem większość ludzi z wytwórni nie oddaje należytego szacunku swoim funkcjom, wydają rzeczy, żeby przetrwać i utrzymać maszynę handlu. To stoi w sprzeczności z koncepcją prawdziwego rozwoju artystycznego, innowacji czy (nie)czystości. Kiedy zauważam, że ludzie nie robią tego, co powinni, zabieram im sprawy z powrotem. W przeciwieństwie do innych, wolę zaryzykować i poszukać wyzwania. Nie potrzebuję też walidacji jak inni, by być w tej czy innej wytwórni. Mogę zawsze wybrać, gdzie Omegavortex zostanie wydany.

O.: Jak obecnie opisałbyś muzykę Omegavortex? Z jednej strony słyszę echo zespołów jak Necrovore, Morbid Angel czy Incantation; z drugiej, jest tak kurewsko intensywna, że można ją łatwo porównać do war metalowych kapel takich jak Proclamation czy Conqueror…

R.: Paranormal Death Metal. Myślę, że może być jeszcze bardziej intensywna. Poczekaj na to, co będzie dalej. Pamiętaj, że do tej pory nagrywałem wszystko solo, jak ktoś półślepy i półgłuchy, ale ultra zmotywowany, robiący błędy tu i tam i uczący się, jak to wszystko składać, osiągając ten poziom. Potem usuwasz przeszkody. Gdy zaczniemy ćwiczyć nowy materiał jako zespół z nowym, jak dotąd najlepszym składem, i zwiększymy intensywność, będzie trzeba o tym porozmawiać jeszcze raz.

O.: Jedną ze sił Omegavortex (a wcześniej też Ambevilence) jest to, że nie wykładasz słuchaczowi wszystkiego na tacy przed odsłuchem albumu. W rzeczywistości trudno wywnioskować z nazwy, logotypu czy okładki, jak muzyka będzie brzmieć, prawda? Czy to celowe?

R.: Jak wcześniej wyjaśniłem, Ambevilence przemianowano na Omegavortex, bo nazwa nie pasowała i chciałem rozszerzyć i uczynić rzeczy bardziej intensywnymi, więc mówimy o tym samym. Nie obchodzą mnie oczekiwania ludzi. Dziś wszystkie loga i większość muzyki brzmi mniej więcej tak samo. Dla mnie ważniejszy jest wpływ muzyki w kontekście przekazu. To, jakie przerażające i nadprzyrodzone uczucie daje ci coś, gdy tego słuchasz — to zostaje. Reszta to tylko scenowe sitcomy dla ludzi, którzy mówią o ludziach i ich działaniach zamiast doświadczać muzyki i METALU tak, jak trzeba.

O.: Od samego początku twoje teksty krążą wokół zniszczenia, śmierci i eschatologii, z pewnym paranormalnym podtekstem. Czy zawsze interesowały cię te tematy, nawet jako dziecko? I przypuszczam, że jest w tekstach głębsza warstwa niż tylko opisy końca świata — że przez Omegavortex próbujesz przekazać coś więcej szerszej publiczności?

R.: Sięgałem w tematykę paranormalną, alternatywnej historii, pewnego rodzaju okultyzmu, teorii spiskowych, masonerii, tajnych stowarzyszeń odkąd byłem młody, to było dawno przed tym, zanim w ogóle słuchałem metalu. Powód, dla którego to mnie wciągnęło, jest prosty — zawsze myślałem, że rzeczywistość skrywa więcej i że pewne wydarzenia światowe wydają się scenariuszowe. Przekazywać to szerokiej publiczności? Nie potrafię tego w pełni odpowiedzieć. Większość ludzi nie chce być z tym konfrontowana. Kiedyś używałem metafor osadzonych w kosmosie, pozaziemskich tłumaczeń, by opisać pewne rzeczy — to się zmieniło. Teraz jest to bezpośrednie uderzenie w twarz. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są ze sobą powiązane, a te mroczne procesy i kto nimi kieruje i dlaczego, to mnie najbardziej interesuje. To jest mój warsztat i robię to dla siebie oraz dla tych, którzy chcą muzycznego i autentycznego wglądu w tę narrację — nazwijmy to „ruch”, który burzy ich fundamenty — bez scenowych cliche czy głupiego kopiowania Black Metalu, które widzisz wszędzie, z kultami jednostek i innymi bezużytecznymi rzeczami. Sposób, w jaki to robię, ma więcej wspólnego z audio-torturą niż muzyką. Albo z torturowaniem ludzi przez obrażanie ich światopoglądów tak głęboko, że woleliby zrobić duży obrót wokół tej płyty.

O.: W jednym z wywiadów dla extreminal.com powiedziałeś, że obecnie widzisz zjawisko „wewnętrznego undergroundu w ramach Undergroundu.” Myślę, że się z tobą zgadzam — przy uniwersalnym dostępie do praktycznie całej muzyki coś takiego musiało się pojawić, nie sądzisz? Choćby po to, by napędzać kontrkulturę, o której mówimy… Jak byś ogólnie zdefiniował „Underground”?

R.: Ten wywiad przeprowadzono pięć lat temu, online. Nawet to zlekceważyłem. Ten fałszywy typ undergroundu urósł do niezmierzonych proporcji. Nic z tym nie zrobisz, ma to związek z upadkiem współczesnego społeczeństwa, uzależnieniem od smartfonów i trendów. Polowanie na dopaminę i „przynależność do większych grup”, śmierć zdolności skupienia. Komfort niszczy sztukę. Społeczeństwo stało się całkowicie pokazowe i mniej skupione. Nie identyfikuję się z tym, więc naturalnie wchodzę w konflikt ze wszystkim, co ma te nowoczesne atrybuty, które nie opierają się na prawdziwej pracy czy umiejętnościach. Scena undergroundowa dziś to LinkedIn z tatuażami i koszulkami Teitanblood. Kompletny bullshit. Jedyna różnica jest taka, że większość ludzi to zwykli przegrani i nigdy nie osiągną nawet profesjonalnej pensji, nawet za sto lat, mimo że są „wielkimi ludźmi sceny” w sieci. Underground to żart. Są zespoły, które biorą ogromne gaże za show, mają profesjonalne agencje bookingowe, a pozują w pasach na kulki i mówią o wojnie, mizantropii czy czymkolwiek. Jasne! Sprawdź Metal-Archives i składy członków zespołów. Czy są jeszcze prawdziwe zespoły, gdzie 3–4 gości wychodzi z jednego miasteczka, mają jedną wizję i trzymają się jej bez robienia 300 przeciętnych side-projectów? Nie, to wszystko jeden wielki wymienny dół gówna. Dostaję zaproszenia na koncerty i oferty tras dla Omegavortex od pozerskich promotorów układających line-upy z tych „profesjonalnych metalowych” zespołów lub festiwali i po prostu je ignoruję albo odsyłam do diabła i nie żałuję. Krótko mówiąc, metalowy underground musi zostać ponownie okrojony, ludzie powinni znowu mieć normalne prace, żeby wyniki artystyczne w metalu nie były psute przez podporządkowanie scenowe czy cele finansowe.

O.: Ulotka do nowego albumu zawiera dość bezpośrednie hasło: „death to posers.” Tak szczere, ale też trochę wyświechtane, niestety. Wracając do poprzedniego pytania — jak definiujesz pozerów?

R.: Tak, jest to na naszym flyerze. Na lewej stronie jest DTP i wiem, że to się zestarzało. Ale nie jest starą sprawą, jeśli z drugiej strony dasz „New World Order” (nienawistne tematy) z „Hail Depravity” poniżej. To otwiera inny wymiar – że ten przekaz celuje w turystów scenowych, hipsterów, rewizjonistów Black Metalu, czy normików przebierających się za metalowców — wszystko to jest normalne w dzisiejszych standardach.

O.: Dobra, myślę, że to wszystko na dziś — żeby zakończyć, powiedz mi, jaką płytę kupiłeś ostatnio i czy było warto?

R.: Damien Thorne – „Signs of the Jackal”. Totalnie niszowy speed metal, gorąco polecam każdemu.

https://www.facebook.com/OMEGAVORTEXblackdeath

Oracle
18925 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Invictus: „…podążaliśmy za stylem, który kochamy…”Wywiady

Invictus: „…podążaliśmy za stylem, który kochamy…”

OracleOracle6 kwietnia 2026
Cronos Compulsion: „…brutalna przeszłość doprowadziła do brutalnej przyszłości.”Wywiady

Cronos Compulsion: „…brutalna przeszłość doprowadziła do brutalnej przyszłości.”

OracleOracle23 lutego 2026
Morast: „Im mroczniejsze czasy, tym mroczniejsza sztuka…”Wywiady

Morast: „Im mroczniejsze czasy, tym mroczniejsza sztuka…”

OracleOracle16 lutego 2026

One Comment

  • Huj ci do tego pisze:

    Jak ja kurwa nienawidze eliciarzy udających że bleczury utrzymują się ze skórzanych kurtek i bycia edgy w internecie. Niech spierdala.

Skomentuj