Kolejny wywiad, z którym zeszło mi nie mało przez różne takie pierepałki. Cronos Compulsion był mi wcześniej nie znany, natomiast „Lawgiver” jest tak fantastycznym albumem, że stwierdziłem iż najwyższa pora aby świat się o nich dowiedział szerzej. Oczywiście ten wywiad przeczyta kilkanaście osób, ale co tam. Zapraszam do rozmowy z Willem, gitarzystą i wokalistą death metalowego potwora z Denver.
Oracle: Hailz! Na początku chcę pogratulować tak dobrego debiutanckiego albumu jak „Lawgiver”. W moim osobistym rankingu ten LP stoi obok nowych materiałów od Ossuary i Clairvoyance i jak dotąd są to moje ulubione deathmetalowe albumy 2025 roku. A jak wygląda odbiór płyty — cieszy Was, czy może nie każda recenzja jest tak pozytywna jak moja?
Will: Hej, dzięki! Faktycznie porównywano nas do obu tych zespołów i mieliśmy też przyjemność zagrać z Ossuary. Ogólnie dostaliśmy dobre recenzje, co jest bardzo miłe, choć słyszymy też, że album jest trochę za krótki. Zdecydowanie są rzeczy, które chciałbym zrobić na tej płycie, a których nie zdążyliśmy zrealizować — ale właśnie dlatego musimy napisać drugi album!
O.: OK, skoro mówimy o recenzjach — czy trudno jest dotrzeć do zinów, webzinów i fanpage’y dla tak undergroundowego zespołu jak Cronos Compulsion? Szczerze mówiąc, dostaję codziennie około dziesięciu próśb o recenzję, więc naturalne jest, że nie jestem w stanie nawet wszystkiego przesłuchać, nie mówiąc już o zrecenzowaniu. I na pewno przez to omija mnie sporo bardzo dobrych albumów (i na pewno też sporo kiepskich…).
W.: Mamy sporo szczęścia, bo jesteśmy w metalowej scenie już od jakiegoś czasu i mamy dobre kontakty. Zawsze staramy się iść dalej, celować wyżej i w lepsze rzeczy, a przy tym zachować cierpliwość.
O.: OK, porozmawiajmy chwilę o Was zamiast o mnie, haha — czy możecie powiedzieć coś więcej o zespole, o początkach i drodze, którą przeszliście do teraz? Dla mnie byliście zupełnie nieznani do momentu, gdy dostałem promo „Lawgiver”; dopiero później nadrobiłem Wasze wcześniejsze materiały — i one też są zabójcze…
W.: Dzięki! Zaczęliśmy około 2020 roku i konsekwentnie pracowaliśmy nad demami, EPkami, po prostu próbując znaleźć własne brzmienie. Startowaliśmy jako trio, a teraz mamy nowego perkusistę i drugiego gitarzystę, co ukształtowało nasze nowe brzmienie. Na początku chcieliśmy po prostu grać death metal, ale teraz zastanawiamy się, jak poszerzyć nasze spektrum dźwiękowe i jak popchnąć zespół w nowe rejony.
O.: Pochodzicie z Denver w Kolorado. Ten stan to w ostatnich latach prawdziwa wylęgarnia świetnych deathmetalowych zespołów. Czy czujecie więź między kapelami jako lokalna grupa (jeśli w ogóle można mówić o „lokalnej scenie”, bo Kolorado jest mniej więcej wielkości Polski)? A może da się odczuć jakąś rywalizację?
W.: Mamy świetne relacje z wieloma zespołami stąd! Niewiele jest rywalizacji — chyba że chodzi o walkę o czas na scenie dla wszystkich kapel. Mamy mocne więzi i przyjaźnie z większymi zespołami, jak Of Feather and Bone, Vermin Womb czy In the Company of Serpents — byli dla nas trochę jak starsi bracia. Z nowszymi zespołami też bardzo się wspieramy i wzajemnie promujemy, jak Harvested, Aleister Cowboy, Death Possession czy Crypts of Golgotha — żeby wymienić tylko kilka!

O.: Jesteście stricte zespołem deathmetalowym, ale z tego co wiem, przynajmniej część z Was wywodzi się ze sceny punkowej / DIY, czy mam rację? To dość różne gatunki — co sprawiło, że chcieliście grać death metal?
W.: Zawsze byłem wielkim fanem death metalu. To był pierwszy gatunek, który w pełni ze mną rezonował i sprawił, że chciałem na serio grać muzykę. Wszyscy spędziliśmy trochę czasu na scenie punkowej, hardcore’owej i indie, i lubimy też sporo innych rzeczy, jak rap/hip-hop, elektronikę czy noise/industrial. Ale jeśli chodzi o to, co wszyscy chcemy grać razem — death metal zawsze będzie naszym wspólnym mianownikiem.
O.: Moim zdaniem death metal przeżywa w ostatnich latach renesans — nie uważacie? Zwłaszcza ten rodzaj, który Wy gracie — wolniejszy, brudniejszy, cięższy i bardziej makabryczny… Ale w pewnym momencie nastąpi przesyt takich zespołów — myślicie, że Cronos Compulsion to przetrwa?
W.: Nie lubię o tym myśleć, ale to prawda. Gatunki zawsze przechodzą fale popularności. Jednym z najlepszych komplementów, jakie usłyszałem, było to, że jesteśmy „death metalem, ale nie do końca death metalem”. Myślę, że dla każdego artysty ważne jest wytyczenie własnej ścieżki i nie grzęźnięcie za bardzo w próbach dopasowania się do jakiejś niszy. Najlepsze zespoły zawsze wypracowują własny styl, który utrzymuje muzykę świeżą i interesującą, bez kompromisów wobec własnej integralności.
O.: W wywiadzie dla Breathing the Core powiedzieliście, że nie chcielibyście współpracować z nikim rasistowskim, homofobicznym, transfobicznym ani w jakikolwiek sposób uprzedzonym. Zastanawiam się więc, jak się czujecie żyjąc obecnie w USA, kiedy seksualny drapieżnik, oszust i po prostu idiota jest prezydentem po raz drugi (dla porównania, w Polsce prezydent to prawdopodobnie też sutener i oszust)?
W.: To zdecydowanie inspiruje nas do bycia głosem dla osób marginalizowanych. Pod wieloma względami Stany Zjednoczone dają dużą wolność ekspresji, ale mamy poczucie, że zawsze grozi nam utrata naszych praw i wolności słowa. Jest w tym stały niepokój, że w każdej chwili możemy osunąć się w pełnoprawny autorytarny faszyzm — i właśnie te tematy porusza nowy album i nowy materiał.
O.: Wasze drugie demo „Cursed and Decaying” oraz EP „Malicious Regression” zostały wydane przez Caligari Records, wytwórnię znaną z wydawania świetnych rzeczy. Dlaczego „Lawgiver” nie ukazał się również pod ich szyldem?
W.: Avantgarde Music interesowało się nami już od jakiegoś czasu i chcieliśmy spróbować współpracy z inną wytwórnią, żeby zobaczyć, jak będzie wyglądało to doświadczenie. Szczerze mówiąc, chętnie zrobilibyśmy współwydanie, ale trudno było to logistycznie zrealizować. Nadal absolutnie kochamy Caligari i wszystko, co dla nas zrobili. Nie mogę wystarczająco wysoko ocenić Ignacio i jego wsparcia!
O.: Okładka Waszego debiutu różni się od wcześniejszych — tamte były dość prymitywne (na przykład do dziś nie wiem, co jest na „Reject Humanity”), podczas gdy grafika Liama Daya jest naprawdę świetna, przypomina mi jakiegoś ksenomorficznego potwora… Skąd ta zmiana? I czy jest jakiś związek między okładką a tytułem „Lawgiver”?
W.: Chcieliśmy czegoś trochę innego dla naszego klimatu — odejść od „jaskiniowej” mentalności. Zależało nam na czymś, co oddaje ogólny temat zespołu, czyli ludzką skłonność do przemocy. Prawo ziemi przez większość historii ludzkości opierało się na przemocy — czy mówimy o otwartej wojnie, przemocy politycznej, czy po prostu przemocy ucisku. Liam absolutnie trafił w punkt z tą grafiką!
O.: Nie mam jeszcze fizycznej wersji „Lawgiver”, więc niestety nie mogę przeczytać tekstów. Czy moglibyście powiedzieć coś o tematyce Waszych tekstów? Same tytuły nie są wystarczająco jednoznaczne…
W.: Mamy jeden utwór obracający się wokół motywu jaskiniowca („Ancestral Remains”), ale wiele tekstów zaczyna koncentrować się na tym, gdzie ludzkość znajduje się obecnie. Nasza brutalna przeszłość doprowadziła do brutalnej przyszłości. Wiele tekstów dotyczy albo systemu, który pozwala ludziom umierać, albo tego, jak nasza świadomość ewoluowała, by odczuwać tę przemoc na głębszym poziomie — oraz jak nasze cierpienie jako ludzi wykroczyło już poza samą walkę o przetrwanie…
O.: Will i Jon byli członkami Phthisis, również deathmetalowego zespołu, choć moim zdaniem bardziej prymitywnego. Co poszło nie tak, że ten zespół już nie istnieje? Myślę, że „Upheaval of Infectious Mass” było całkiem dobrym materiałem…
W.: Jesteśmy szczególnie dumni z tego EP i ogólnie został on dobrze przyjęty. Niestety doszło do wewnętrznych napięć między członkami oraz różnic w podejściu do zespołu. Każdy muzyk powie ci, że znalezienie odpowiednich ludzi — zarówno pod względem twórczym, jak i osobistym — przy rozpoczynaniu nowego projektu to zawsze wyzwanie.
P.: Polska — Wasze pierwsze skojarzenie to…?
W.: Decapitated.
O.: Czy istnieje według Was idealny album deathmetalowy? Taka płyta, która zawiera wszystkie kluczowe elementy definiujące death metal — jak jakiś wzorzec z Sèvres? Albo jeden album, który jest dla Was wyznacznikiem tego, jak death metal powinien brzmieć i być grany?
W.: Trudno powiedzieć! Moim pierwszym deathmetalowym albumem był „Butchered at Birth”, więc on zawsze będzie dla mnie pewnym wzorcem. Choć to nie death metal, inną bardzo wpływową płytą było „Prowler in the Yard” — nigdy wcześniej żaden album tak mnie nie rozwalił pod względem intensywności, muzykalności i artyzmu. „Passages into Deformity” może być wręcz perfekcyjnym deathmetalowym albumem…
O.: OK, zbliżamy się do końca… Powiedzcie proszę, jaką ostatnią płytę kupiliście?
W.: „Let God Sort 'Em Out” (Picture Disc)
O.: Dziękuję za poświęcony czas!
W.: Dziękujemy!
https://www.facebook.com/cronoscompulsion
https://cronoscompulsiondeath.bandcamp.com




