To z czym się tutaj zetknąłem leży lata świetne od mojej orbity zainteresowań. Ale nie dlatego nie wróżę temu materiałowi jakiekolwiek kariery. Nie jest on nagrany w sposób nieporadny, czy zwyczajnie zły. Po prostu całość nie trafi do nikogo. Tak na dłużej. Jest on i tyle. No chyba, że jak pewien Recenzent – Youtuber lubicie „grzańsko”. Z całym bagażem juwenaliości i wujkometalowości tego określenia.
No dobra, ale co tutaj usłyszymy? Metal. Ale jaki? Genre, cokolwiek, podpowiedź jakaś. No metal. Bez żartów. No dobra, Black / Death.W rzeczywistości jednak słuchamy tu nijakiego metalu. Z pomysłami, które zupełnie nic. NIC.
Panowie postanowili oprócz standardowego darcia ryja postanowili dodać czyste wokale. W założeniu mają one czynić ten materiał bardziej hieratycznym. Co najwyżej wykrzywiają twarz. W ogóle to tak mi teraz wpadło do głowy, że pewnym odnośnikiem do zawartości tego krążka, mogą być taśmowo wypuszczane nijakie materiały z Empire Records, typu Samath Naur czy inny Esquarial. I nie chodzi mi tutaj o przykładanie muzyki 1 do 1. Raczej o impakt na rozwój sceny. W skali wzruszalności ramion materiał dostaje 3 na 10. Bieda i po co.
Czy ten materiał dałoby się uratować? Myślę sobie, że jakby wydano nieco więcej floty na studio, mogłoby coś z tego być. Może nawet dałoby radę zrobić coś ze wspomnianymi „podniosłymi” czystymi wokalami. Nadać im mocy(?). Chociaż inna sprawa, że to one głównie zostają w głowie, po zakończonym odsłuchu. Ale to nie plus.
Generalnie bez obrażania dwóch – słusznych wiekowo – panów odpowiedzialnych za ten projekt niewiele z tego materiału wynika. Jeśli jest on nagrany na zasadzie: siedliśmy w garażu, podłubaliśmy przy piwku i nagraliśmy. Spoko. Wiadomo – liczy się udział. To znaczy, liczyłby się, ale to nie paraolimpiada.
Schować w najciemniejszej części szafy. Siąść w garażu ponownie i zacząć kombinować w inną stronę.
Ocena: 3/10
Tracklist:
01.Psalm 91
02.Początek
03.Hymn from Neutrino
04.Imponderabilia





Ale Esquarial to ty szanuj!