Skip to main content

Wydawca: Einheit Produktionen

Czeski Hypnos powinien znać każdy fan death metalu, głównie ze względu na Krabathor. Ale to już przeszłość, a Hypnos od prawie dwudziestu lat orze swoje poletko.

Bardzo podoba mi się ewolucja tego zespołu. Od brutalnego acz sztampowego death metalu, poszli w stronę bardziej wysublimowaną i dla mnie ciekawszą, choć wiem, że nie każdemu tą ewolucja pasuje. No dobra, ale co teraz dostaliśmy od Bruna i spółki? Stety albo i niestety tylko EPke. „Deathbirth” to pięć kompozycji. Cztery nowe i jeden odgrzewany kotlet. Po krótkim intrze mamy pierwszą z dwóch części – „Birth„. Można powiedzieć „klasyczny Hypnos” z dużą dozą wpierdolu, średnimi tempami i melodyjnym solo. Czuć tu mocno poprzednie dwie płyty. Zaraz po nim dostajemy dwuminutowy strzał w pysk – „Death„. Zajebisty riff od początku, bez zbędnych ozdobników i filozofii. Chciałoby się tylko rzec „czemu tak krótko?!” no ale od czegoś jest opcja zapętlenia w odtwarzaczu. Następny w kolejce jest „Infernational” z ich debiutu In Blood We Trust. Niby fajnie, żre to jak pijana weganka kebaba w sobotnią noc, ale ja się tylko zapytam po co? Było już „In Blood We Trust” na „Blackcrow”. Tutaj trzeba to potraktować jako zapychacz. Dalej mamy „Short report on the Ritual Carnage”, znów klasyczny Hypnos, choć tym razem z lekko thrashowym zacięciem. W tym kawałku słychać jaką petardę Bruno ukrywa w gardle. Na sam koniec dostajemy „Light Hates Me” i tu muszę przyznać autentycznie się zdziwiłem, bo momentami mamy wręcz blackowe riffy, które można było zdecydowanie bardziej pociągnąć, a nie bawić się w łamańce…

Materiał jest to dobry, może nie na miarę ostatnich pełniaków, ale jest na nim wszystko do czego przyzwyczaił nas przez lata Hypnos. Na najnowszej EP wieloletniego garowego Pegasa zastąpił Satharoth i przyznać trzeba, że utrzymał poprzeczkę. Czekam co będzie dalej.

7,5/10

Joseph
7 tekstów

Skomentuj