Wydawca: DIY Koło Records
Jeśli mogę coś o sobie powiedzieć, by było prawdziwe, to powiem, że nie jestem absolutnie fanem blackowego hardcore’a, post metalu ani różnych szugejzów. I co? I dostało mi się do recenzji wydawnictwo, które ponoć można określić właśnie tymi określeniami.
Chodzi konkretnie o Asteriæ i ich najnowszy krążek, „Miejsce, które nazywam sobą”. Toczę z nim nierówną walkę od jakiegoś czasu i czuję się jak ten powstaniec, który wie, że daremne żale, próżny trud, rozdziobią nas kruki, wrony. Bowiem usilnie chcę przekonać sam siebie, że przy odrobinie samozaparcia muzyka tego zespołu przypadnie mi do gustu. I jak na razie – nic takiego się nie stało. Ba, ta płyta mnie męczy. Męczą mnie krzyczane wokale – wiem, że w tym gatunku tak należy, ale stąd też nie słucham tego gatunku. Bo mnie wkurwia to rozdarcie wokalisty. Może gdyby nie to, doceniłbym muzykę Asteriæ bardziej? No bo ładunek emocji na tej płycie jest zaiste imponujący – w większości ta muzyka przekazuje nam zwątpienie, rozpacz, gniew…
No nie jest to wesoła płyta, nawet taki profan w zakresie tego gatunku jak ja, czuje że zespół wkłada wiele od siebie w to jak ta muzyka zabrzmi i co przekaże słuchaczowi. I spoko, doceniam to. Jedynie obcowanie z „Miejsce, które nazywam sobą” jest dla mnie trudne, nie z powodu ładunku emocji, a z racji totalnej awersji to grania w tym stylu. Nie jest to dla mnie wystarczający black metal, a te wszystkie nawiązania do emo – screamo – hardcore’a po prostu mnie wkurwiają. Odkąd mam ten krążek jeszcze ani razu nie dotrwałem do końca płyty. To nie jest muzyka dla mnie, więc podziękuję za tę wspólną przejażdżkę. Może jestem za stary, może mnie życie nie doświadczyło aż tak jak myślałem. Tak czy siak – podejrzewam, że i wśród czytelników Chaos Vault nie znajdzie się wielu entuzjastów tego grania. Chyba nie jesteśmy targetem Asteriæ.
No, krążek pewnie szczery i dobry w swojej lidze. Ja natomiast interesuję się całkiem inną dyscypliną i nie chcę być częścią ich drużyny.
https://www.facebook.com/asteriae





I ponownie: nie znam się, ale się wypowiem. Poza tym poziom tych recenzji na portalu to jakiś żart. Kilka nieskładnych zdań i hurtowe podejście do opisywania płyt. Poza tym większość opisywanych płyt to jakieś niesłuchalne ścierwo death/black metalowe z kozłami na okładkach. Patologia i tyle.