Wydawca: Everlasting Spew Records
CIENSZKO. Tak zawsze mogłem opisać doznania z muzyką brazylijskiego duetu Fossilization. I to nie w pejoratywnym sensie, tylko tego, jak tak muzyka przytłacza, miażdży, mieli oraz pochłania. Dlatego też, gdy padła wieść, że oto idzie nowe, to nie mogłem przejść obok tego obojętnie.
Miałem lekkie obawy, bo choć poprzedni pełniak nadal był arcydziełem, to jednak brakowało mu, w mojej ocenie, atmosfery entropii, która zwiastowałaby słuchaczowi nadciągający koniec poprzez bolesny rozkład. Na szczęście Fossilization dowiozło. Już sama okładka pięknie oddaje ducha płyty, a gdy wjeżdża oprawa muzyczna, to klękajcie narody. Bez dziwnych wstępów słuchacz od razu wciągany jest w betoniarkę wypełnioną zgniłymi zwłokami, gruzem oraz czymś jeszcze, co nie jest do końca z tego świata, ale jest potwornie obrzydliwe. Soniczny walec dosłownie przytłacza i wciąga w gęstą topiel fantastycznej pracy riffów. Co najlepsze, żadną miarą nie są one monotonne, o co byłoby nietrudno przy tego rodzaju graniu, ale dużo się dzieje. Na przykład w takim „Scalded By His Sacred Halo”, w świetny riff podlany jest delikatnie klawiszami w pewnym momencie, co daje poczucie obcowania z czymś monumentalnym, które uświadamia nam, jacy jesteśmy malutcy. Albo wjeżdżające soniczne ciosy riffów oraz perkusji w drugiej części „Terrestrial Mold”, które wbijają się jak młot w czaszkę, podobnie niczym w początku „Servo”. W to wszystko zgrabnie są wplecione też elementy doom metalu. Ciężkiego, dusznego i będącego swoistym lamentem nad wygaszaniem życia. Zerknijcie na koncówkę „While the Light Lasts” choćby. No i wokal, ja pierdykam, V. przeszedł chyba samego siebie, bo dzięki jego growlowi mamy tę kropkę nad „i”, która wieńczy album.
Zapomniałbym, kapitalną pracę perkusji, nad którą tu tak cmokam, zawdzięczamy zaangażowaniu sesyjnego perkmana, niejakiego F. Czapki z głów!
„Advent of Wounds” rozjebało w tym roku, niczym USA domy w Iranie. Album kompletny od początku do końca, przemyślany i jak na razie najlepszy w dorobku Brazylijczyków. Nie ma zmiłuj, to trzeba posłuchać oraz zakupić!




