Do koncertu Cult of Fire już przymierzałem się bardzo długo, miała być kiedyś Słowacja, nawet i do stolicy naszego pięknego kraju mieli kiedyś zawitać, ale też się nie udało. Ale w końcu ogłoszono trasę koncertową z okazji wydania „The One, Who Is Made of Smoke” z trzema przystankami w Polsce i tym razem musiałam się pojawić na którymś z nich. Oczywistym wyborem był Kraków, bo to najbliżej. Dobrze, że znalazła się ekipa na ten wypad, więc logistyka nie była skomplikowana. W niedzielne popołudnie ruszamy na zachód i po dwóch godzinach już Gród Kraka.

Koncert miał odbyć się w Kwadracie, w którym już wieki nie byłem. Okolica nieco się zmieniał, zniknęły krzaki na piwko przed, ale to bez znaczenia, bo do klubu wpadliśmy kilka minut po 19 i włoskie Caronte już rozpoczęło swoją sztukę. Tych kolesi poznałem przy okazji jednego z krakowskich wydarzeń, gdzie dzielili sceną z The Ruins Of Beverast oraz King Dude. Potem wracałem do ich muzyki, często sobie coś do nich puściłem, ale jakimś mega fanem nie zostałem. Na każdej płycie mamy niezłe przeboje, ale i dość przeciętne numery. Zmienia się ta proporcja nieco w przypadku najnowszego wydawnictwa zatytułowanego „Spiritus”, którego promocją dość mocno zajęli się włosi tego niedzielnego wieczora, ale o tym innym razem. Ten zepsuł naprawdę dobrze wypada na żywo i kto nie wdział, niech nadrabia. Bardzo charakterystyczny wokalista wypełniający swoją osobowością większość sceny to zasadniczo potężny plus tego zespołu. Dla ścisłości napiszę tylko, że goście obracają się w klimatach doom / stoner niejednokrotnie skręcającym w black opierający się na fantastycznych wokalach pana Doriana. I wszystko by było zajebiście tylko brzmienie trochę położyło występ Włochów. Jeszcze jak gitary grały bardzo stonerowo / rockowo to było zajebiście, ale jak to wchodziło już w black metal to niestety kiepskawo to brzmiało. Kurwa, największy hit z nowej płyty, czyli „Sagittarius Supernovae” ma taki kapitalny riff, a tu było go ledwo słychać. Tak samo wokal: w wyższych rejestrach sypało się to nagłośnienie totalnie… Szkoda wielka, bo zespół ma wielki potencjał i ja chętnie bym ich w końcu zobaczył nie jako kapelę otwierającą koncerty, a jako główną gwiazdę. Może kiedyś… A na ten moment spoko, ale brzmienie to mogłoby być lepsze… Myślę że z 45 minut włosi okupowali scenę i pora na przerwę. Ta nie była długa, ale wystarczyła na rozejrzenie się po stoisku. Wybór spory, każda z kapel przywiozła dużo dobra, ale ceny nie za bardzo zachęcały do zakupów. Ja jednak skusiłem się na koszulkę Cult of Fire gdyż ta była piękna i trzeba było sakiewką mocno potrzasnąć. Płyty zamówię gdzie indziej. A szkoda…

Następna w kolejce kapela na scenie to francuski The Great Old Ones. Nie znałem. Przed koncertem sprawdziłem sobie dwie płyty i jakoś nic mi nie zapadło w pamięci z tego grania, oprócz faktu, że goście lubią Lovecrafta. Aczkolwiek pod sceną się ulokowałem z kuflem złocistego napoju w dłoni.  Muzyka tego zespołu to post metal / post black metal w mocno melodyjnym wydaniu. Zdecydowanie nie jest to granie dla każdego, ale widać było, że kapela mam sporo fanów w klubie. Ja podszedłem do koncertu z otwartą głową i z myślą, że może zostanę przekonany. Czy tak się stało? Napiszę w ten sposób: koncert uważam za udany. Dobrze to wypadło i dobrze zabrzmiało. Nie miałem wrażenia, że jakaś bardzo męczą bułę. Godzina minęła mi szybko i mile spędziłem ten czas, ale bez urwania dupy i jakiś większych zachwytów. Poprawnie odegrany, dobry koncert ze zdecydowanie lepszym brzmieniem niż poprzednicy. Dodatkowo też te trzy gitary robiły robotę, bo było miejscami bardzo soczyście, jeśli chodzi o warstwę dźwiękową. Perę riffów też zapadło mi w pamięci i po koncercie jednak postanowiłem dać im kolejną szansę, ale z płyt to jednak nie to samo. Zdecydowanie wolę na żywo i mimo że nie darze pogardą wszystkiego z przedrostkiem „post” to akurat myślę, że wracać do The Great Old Ones zapewnie nie będę za często…

Teraz długa przerwa, bo mnogość rekwizytów, które towarzyszą występowi Cult of Fire tego zdecydowanie wymaga. Myślę że około pół godziny może 40 minut zajęło prawidłowe przygotowanie sceny pod występ Czechów. Miałem duże oczekiwania, bo lubię ten zespołu, cenie każdą płytę i jest to muzyka, która mi regularnie towarzyszy w życiu. I czy te oczekiwania zostały spełnione? Tak! Zacznę od tego, że koncert był inny niż typowe black metalowe występy ze względu na całokształt scenicznego wizerunku. Gitarzyści siedzą na specjalnych podestach, wokalista zajmuje większość sceny, a perkusisty praktycznie nie widać. Ruch sceniczny bardzo skromny, bo jak tu szaleć na scenie w takim kostiumie? Nie da się. Aczkolwiek atmosfer była rewelacyjna. Scena tonęła w świetle świec i unoszącym się dymie kadzideł. Wokalista odprawiał rytuały pochylając się nad ołtarzem. I do tego muzyka, która moim zdaniem idealnie łączy w sobie klimat black metalu z daleką Azją. Dla mnie jest to spójne i ja to kupuje. Brzmiało to też dobrze i pod tym względem byłem bardzo usatysfakcjonowany. Leki zgryz miałem z doborem utworów, bo setlsta opierała się w zasadzie na dwóch albumach: „The One, Who Is Made of Smoke” oraz „Ascetic Meditation of Death” (daruje sobie ten sanskryt, wybaczcie). Nic nie było z debiutu i w tym momencie, choćby „Satan Mentor” by mnie bardzo usatysfakcjonował, ale niestety… Niemniej jednak i tak było to fantastyczne przeżycie, bo klimat tego koncertu był niesamowity. Na sam koniec dość nietypowy element. Często na koncercie można dostać w głowę, butelką po piwie, kuflem, ewentualnie statywem od mikrofonu, tu natomiast poleciały truskawki i mandarynki. Fajna, zdrowa alternatywa.

Występ Czechów trwał godzinę z małym okładem. Ponieważ na następny dzień na rano trzeba iść do roboty, to szybko zwinęliśmy się spod klubu i w drogę do domu. Wypad oceniam jako bardzo udany.

Pathologist
1173 tekstów

Scorned Congregatios vol. 1: Grand Belial’s Key, Arghoslent, Infernal War, Haeksenhamer; Chorzów, Klub Leśniczówka; 29.08.2026Relacje

Scorned Congregatios vol. 1: Grand Belial’s Key, Arghoslent, Infernal War, Haeksenhamer; Chorzów, Klub Leśniczówka; 29.08.2026

BartBart8 września 2026
Mystic Festival 2026; Tereny stoczni w Gdańsku; 3 – 6 czerwca 2026Mystic Festival 2026Relacje

Mystic Festival 2026; Tereny stoczni w Gdańsku; 3 – 6 czerwca 2026

ŁysyŁysy1 lipca 2026
Nihility Days Vol 3: Piołun, Czarny Szermierz i Rapidfire; Rzeszów, Pub Underground; 27.06.2026Relacje

Nihility Days Vol 3: Piołun, Czarny Szermierz i Rapidfire; Rzeszów, Pub Underground; 27.06.2026

PathologistPathologist29 czerwca 2026

Skomentuj