Na ten koncert to miałem nie iść. Miałem jakieś plany, ale pustynne temperatury skłoniły mnie do pozostania w domu na weekend. A jak już jest koncert, to czemu się nie wybrać? Słabo było trochę z promocją tego wydarzenia. Ja się dowiedziałem o koncercie Piołun w Rzeszowie może z półtora tygodnia przed całym zajściem. Ale dobrze, że się w ogóle dowiedziałem. Nihilisty Days Vol 3 (to były jakieś wcześniejsze 2 ?) ze składem Piołun, Czarny Szermierz i Rapidfire stał się, więc dla mnie faktem.

Nie do końca było mi wiadomo, o której ta impreza się zaczyna, więc taktycznie stawiłem się w klubie w okolicach 19.30. Od razu dwa ogromne zdziwienia: Rapidfire skończyło i pod klubem w chuj ludzi. Nie napiszę, więc Wam o tej sanockiej kapeli nic kompletnie. Zapewne młodzi ludzie i na ten moment chce im się grać. Jaka będzie przyszłość: zobaczymy.

Wszedłem do knajpy, kupiłem bilet i piwo i wyszedłem natychmiast, bo w środku było z 50 stopni. Już wspominałem, że przed wejściem tłum. Średnia wieku tego tłumu to pewnie z dwadzieścia parę lat. Była też i reprezentacja mojego pokolenia, łącznie może z 5 osób, no dobra 6… Miłe to jest dla oka, że na koncert metalowy w taka pogodę i w wakacyjny termin przychodzi tyle ludzi… Ja się spodziewałem może z 20 osób, bo nie doceniałem młodzieży…

Dobra czas wejść do tego pieca i sprawdzić tego Czarnego Szermierza. Goście grają staroszkolny metal. Wręcz proto metal. Myślę, że Kat tam był słuchany intensywnie, Hellhammer, te sprawy. Były pomalowane ryje w stylu, że tak to ujmę, klasycznym. Na scenie też była dodatkowa oprawa wizualna w postaci dwóch kolesi okładających się mieczami. Mają taki pomysł na siebie, niech tak będzie. Muzycznie spoko. Nóżka chodziła i przyjemnie się tego słuchało. Pod sceną za to istny huragan kolegów. Ludzi pod sceną nabiło pod korek i rozkręcił się tam gruby młyn zwarzywszy, że przestrzeń koncertowa w tej knajpie jest wielkości dużego pokoju, to tym bardziej respekt. Gorąco jak w piekarniku, jeden wentylator tylko miesza rozgrzane powietrze. Piwo w takich warunkach kończy się szybciej niż przeliterowanie słowa „pięćdziesięciogroszówka”, więc z końca tej sali musiałem przeciskać się przez pogujący tłum do wyjścia znajdującego się pod sceną, co nie było łatwym zadaniem. Piwo zamówione, większa połowa wypita jeszcze przy barze i idę oglądać dalej ten koncert, bo nie wierzę wlanym oczom, że zespół ma taką bazę fanów. Kolejne piwo osuszone błyskawicznie i trzeba się udać po następne. Do sali już nie wchodziłem, bo temperatura i wilgotności osiągnęły tam poziom najdzikszych ostępów puszczy amazońskiej. Do końca koncertu raczyłem się już zimnym pienistym na zewnątrz w towarzystwie tej części zgromadzonych, która wie co to znaczy się budzić z bólem placów o poranku. W pewnym momencie doleciały mnie jednak znane dźwięki. Czy te młode chłopaki grają cover Astarot „Bestia”? Wszyscy, którzy mają już swoich ulubionych lekarzy zamilkli na chwilę. „Nie no kurwa nie może być? Skąd oni to znają?”. A znają i śpiewają. A dla tych co nie znają, to jest to kultowy numer, chyba tylko na Podkarpaciu i pochodzi on z ery dinozaurów. Powiem tak: jak choć 10% z tej młodzieży za 10 lat będzie chodzić na koncert, to będzie gigantyczny sukces.

Dorwaliśmy jednego z gości z Czarnego Szermierza po koncercie, żeby się upewnić czy aby jednak nikt z nas się nie przesłyszał, co do tego coveru. Ale nie. Faktycznie to grali, a warto zaznaczyć, że była to młodzież, która nigdy nie miała innego telefonu jak smartfon. Mimo że nazwa trochę chujowa, a muzyka nie moja za bardzo, to liczę na to, że Czarny Szermierz będzie grał, że się im nie znudzi i że im te fanki pod sceną nie zamieszają w im w głowach za bardzo. Fajny występ.

Kolejne piwko i lecę na Piołun, bo w sumie po to przyszedłem dziś do Undergroundu. Pierwsza płyta trochę u mnie zapomniana, nowej jeszcze za wiele nie słuchałem. Zobaczymy jak wypadną, bo jakiś czas temu w Krośnie było tylko ok. Zaczynają itrem z pierwszej płyty i lecimy. Pod sceną już ludzi dużo mniej, choć ostatecznie się zrobiło trochę ciaśniej. Nie ma co ukrywać, na kogo przyszła większość ludzi. Niestety nie na Piołun. Zabrzmiało to powiedzmy, że ok jak na tak mała przestrzeń. Nie było też przesadzone z głośnością. Set raczej przekrojowy. Wyłapałem parę fajnych melodyjek, które znam i za które cenie ten zepsuł. Żeby docenić bardziej, to wyszedłem ostatecznie z ostatnią płytą, bo uznałem, że należy się jej lepsze traktowanie z mojej strony. Niestety mój leciwy odtwarzacz CD jest obecnie w naprawie, więc nie wiem, kiedy będę się cieszył tym graniem w sposób właściwy. Po jakiś 45 minutach Piołun kończy występ, bo dłuższe przebywanie na tej sali mogło grozić poważnym odwodnieniem.

Kończymy piwko, potem jeszcze jedno i trzeba wracać do domu. Wracałem z przekonaniem, że jest nadzieja w młodym pokoleniu. 

Pathologist
1173 tekstów

Scorned Congregatios vol. 1: Grand Belial’s Key, Arghoslent, Infernal War, Haeksenhamer; Chorzów, Klub Leśniczówka; 29.08.2026Relacje

Scorned Congregatios vol. 1: Grand Belial’s Key, Arghoslent, Infernal War, Haeksenhamer; Chorzów, Klub Leśniczówka; 29.08.2026

BartBart8 września 2026
Mystic Festival 2026; Tereny stoczni w Gdańsku; 3 – 6 czerwca 2026Mystic Festival 2026Relacje

Mystic Festival 2026; Tereny stoczni w Gdańsku; 3 – 6 czerwca 2026

ŁysyŁysy1 lipca 2026
Death Is Not The End (Chapter Three); Wrocław, Klub Łącznik; 8 – 9.05.2026Relacje

Death Is Not The End (Chapter Three); Wrocław, Klub Łącznik; 8 – 9.05.2026

PathologistPathologist12 maja 2026

Skomentuj