Przy okazji debiutanckiego albumu Odi Profanum Vulgus przypomniał mi się taki suchar: przychodzi facet do lekarza i mówi „Panie doktorze, bo ja to jestem impotentem”. „A skąd pan wie?” – pyta lekarz. „A no bo dziadek był impotentem, ojciec był impotentem, to i ja pewnie jestem” – odpowiada chłop. „Panie, to jak ojciec i dziadek byli impotentami, to skąd pan się wziął?” – dziwi się lekarz. A facet na to: „Ja? Zza Buga”.

No, to żeśmy się pośmiali, a teraz na poważnie. Suchar mi się przypomniał, bo album, który właśnie opisuję zatytułowany jest „Bug”. Stąd mi się skojarzyło. A też z impotencją nie ukrywam również trochę. Bowiem, z przykrością stwierdzam, że mi nie staje. Nie staje mi siły, aby wysłuchać ten album za jednym razem do końca. No i niestety słuchając jej, też mi nie staje, bo Odi Profanum Vulgus męczą. „Bug” to taki album – zlepek, różnych pomysłów. Raz chcieliby pod Hate (w pierwszym numerze riff brzmi jak żywcem wyjęty z „Anaclasis” czy „Morphosis”), kiedy indziej starają się jednak w coś lżejszego i bardziej melodyjnego i black metalowego – („Psycho Recover”, a już zwłaszcza końcówka to ukłon w stronę Borknagar czy im podobnych kapel). A potem w tytułowym tak bardziej pod black/death metal, ale taki mroczniejszy. „Puke them Out”? Kolejny utwór, kolejna zmiana stylu, teraz wjeżdżamy raczej z technicznym death metalem, tak coś pod Atheist wymieszany z Voivod i nie zgadniecie – Metalliką… A jak wjedzie „Thoughts”, numer typowo black metalowy to co ja mam zrobić? Przykro mi, ale „Bug” w ogóle nie trzyma się kupy – tu każdy numer jest z innej parafii, przez co album jest cholernie niespójny. Żeby jeszcze tego było mało, kapela uparła się, żeby utwory nie były za krótkie (średnia to około sześć i pół minuty). Więc sami rozumiecie – jest to trochę męczące. Rozumiem, przez dziesięć lat też byłbym nie wyżyty artystycznie, ale Odi Profanum Vulgus przesadziło. Ta płyta męczy, niestety. Osobiście przyznaję, że po tym ostatnim odsłuchu, czynionym a propos pisania recenzji raczej nie powrócę do „Bug”.

No trudno. Nie zawsze ma się z górki. Nawet ten żuczek gnojarek z okładki to wie. I nie wiem jak do innych recenzentów, ale do mnie Odi Profanum Vulgus nie przemówiło, poza jakimiś przypadkowymi momentami, w żaden sposób.

Ocena: 4/10

https://www.youtube.com/watch?v=oB_rbqg0oLU

Tracklist:

1. Egzaltation of 9
2. Devout
3. Massmerize
4. Psycho Recover
5. Bug
6. Puke Them Out
7. Thoughts
8. Ordeal
9. Ad Finem
Oracle
19310 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Damask „Three Times Ten”Recenzje

Damask „Three Times Ten”

OracleOracle10 września 2026
Mordhell „Nekro Desecration”Recenzje

Mordhell „Nekro Desecration”

BartBart9 września 2026
Archgoat „Nightbringer, Lightbringer”Recenzje

Archgoat „Nightbringer, Lightbringer”

OracleOracle4 września 2026

2 komentarze

  • Adam pisze:

    Pewnemu panu czekolada z gównem się kojarzyła, ale czy słusznie, i ile miało to wspólnego z rzeczywistością. No i to przecież jego problem, z tymi skojarzeniami 🙂

  • Dominik pisze:

    Za mało zespołów wymieniłeś w tej ”recenzji”… Ja znam więcej ! Słabo Panie, słabo……………..

Skomentuj