Wydawca: Me Saco Un Ojo Records
Wcześniejsza twórczość Cryptworm sponiewierała mnie dość mocno, na tyle mocno, że nawet chłopaków zwywiadowałem po tym jak wydali „Reeking Gunk of Abhorrence”. Moja morda ucieszyła się więc niesłychanie gdy wjechało promo ich najnowszego albumu – „Oozing Ardioactive Vomition”. Sprawdźmy więc, jak smakuje ten węgiersko – brytyjski rzyg.
Cryptworm, jeśli nie pamiętacie, serwuje nam przegniłe, death metalowe mięsko, na którym czerwie ucztują sobie w najlepsze. No jest to samo gęste, nie ma co ukrywać, a słuchanie tej muzyki jest jak brodzenie w szambie – choć dziwna sprawa, sprawia mnie to niesłychaną przyjemność. Muzyka Cryptworm jest bardzo oldschoolowa – tutaj w zasadzie nie ma żadnych zmian. Zestaw inspiracji również się raczej nie zmienił – Pungent Stench, Impetigo, niekiedy Mortician, Carcass… Samo crème de la crème krwistego death/grindu w najlepszym wydaniu. Cryptworm znakomicie odrobiło lekcje – dzięki temu „Oozing Ardioactive Vomition” emanuje feelingiem wczesnych lat dziewięćdziesiątych, ale bez przegiętej kalkomanii. Brzmienie jest mięsiste, chrzęszczące, a jak dołożymy do tego bulgotliwy wokal to ja jestem ponownie kupiony przez Cryptworm.
Teksty i okładka oczywiście również utrzymane są w stylistyce gore łamanego przez różnorakie obrzydliwości, choć jeśli chodzi o front cover to w przypadku debiutu chyba bardziej mi pasował – ale to już raczej kwestia gustu. Ten konkretny ma w sobie brzydotę oryginalnych okładek Impetigo (których autor nota bene zmarł kilka dni temu na wylew) i może o to im chodziło? Niewykluczone.
Kolejna bardzo dobra pozycja w dyskografii Cryptworm. Słucham jej nieprzerwanie gdy już wskoczy w odtwarzacz i nie mogę wyjść z podziwu – jak komuś udaje się nagrać muzykę tak odpychającą, do której paradoksalnie tak bardzo mnie ciągnie?
Ocena: 9/10




