Wydawca: Nuclear War Now! Productions, 2024
Zajebiście po dziś dzień pluję sobie w mordę, że przegapiłem prawdopodobnie jedyną okazję, by zobaczyć Wrathprayer na żywca. Było to co prawda jakieś sześć lat temu, ale niesmak i wkurwienie pozostały. Jaki ja żem głupi był, to ja nawet nie. Jedno jest natomiast pewne: twórcy “The Sun of Moloch: The Sublimation of Sulphur’s Essence Which Spawned Death and Life” to mistrzowie gruzu i aż dziw bierze, że trzeba było czekać ponad dekadę na nowy materiał…
I gdy w końcu po dwunastu latach wjechał w odtwarzacz “Enkoimeterion” zostałem szybko wrzucony do głębokiego grobowca pełnego trupów i namacalnego zła. Wrathprayer przez te dwanaście lat nie próżnował, a tylko dojrzewał sobie spokojnie głęboko pod trupią ziemią hodując należycie grobową zgniliznę która, gdy tylko odpowiednio dojrzała, została wydobyta przez uchylenie nagrobnej płyty, rozlewając tym samym po świecie chorą miksturę śmierć jak i czarciego metalu. Ten substrat nasiąkniętego odorem takich załóg jak Teitanblood czy chociażby Grave Miasma co rusz na “Enkoimeterion” otwiera kolejne przestrzenie dusznych i śmierdzących fetorem cmentarnych krypt i zakamarków, gdzie każdy chorobliwy riff czy też jadowity wokal wydostają się na wolność by powoli karmić się truchłem i inną przeżartą przez zło padliną (miażdżący, walcowaty miejscami “Mercy Begets Savagery”). I choć nie jest to już totalny ciężar jak na “In Utter Darkness”, to nadal jest to waga ultra ciężka, która niczym zamykający się sarkofag zgniata powoli każdą, nawet najmniejszą kość przy agonalnym krzyku skazanego na wieczne cierpienie (wyróżniający się “Seelenabgründe”).
Grobowa atmosfera, duszne brzmienie i opętany wokal czynią z “Enkoimeterion” esencję grobowego, śmierć / czarnego metalowego jadu i jeden z najlepszych tworów w tym nie pańskim roku. Posypało gruzem proszę państwa, oj posypało.




