Lubisz wiadra suplementów, żeliwo zamiast przytulania i bezlitosną anihilację pozerów? W takim razie Wokescum Pulverizer to horda stworzona dla Ciebie! Jakiś czas temu Bart zrecenzował ich debiut, a ja postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie łamią kręgosłupy i nienawidzą wszystkiego poza siłownią.

Wojtuś: Dzień dobry! Serdecznie witam w Chaos Vault! Zacznijmy od prawdopodobnie najważniejszego pytania: obecny obwód Twojego bicepsa?

Gymbro Jones: 45,5 cm na zimno. Bez pompy, bez ściemy. Sama zimna stal pod skórą. I to na redukcji, kumasz? Wyobraź sobie ten terror, jak jestem na masie. Twoje rękawy popełniłyby samobójstwo, zanim bym się pojawił.

Traptimus Prime: 50 cm bez pompy, więc jestem zmuszony chodzić cały czas w koszulkach bez rękawów, bądź z gołą klatą.

W: Pierwsze demo Toxic Masculine Alpha Overdose ukazało się w lipcu zeszłego roku, więc zbliża się pierwsza rocznica! Gratulacje (muszę w końcu dorwać to na CD). Kiedy Wokescum Pulverizer oficjalnie został powołany do życia?

G.J.: Gdzieś na początku 2024, w świętej świątyni żelaza i wściekłości. W połowie serii, z war metalem ryczącym w słuchawkach, pomyślałem: a czemu by, do cholery, nie zamienić tej wściekłości w dźwięk? Teksty o dźwiganiu, przemocy i pogardzie dla wszystkiego, co miękkie i żałosne. War metal dla gym-ratów, którzy prędzej zdechną, niż napiją się sojowego syfu.

W: Wasza muzyka to czysty war metal. Jakie są wasze największe inspiracje, jeśli chodzi o ten gatunek?

G.J.: Inspiracje? Każdy, kto nienawidzi miękkiej muzyki i jeszcze miększych facetów. Rifuję po dobrej serii, jakby to był wydech z piekła. Jeśli brzmi to dla ciebie jak war metal – świetnie. Jeśli jak death metal – też dobrze. A jeśli nie kumasz… gratulacje – jesteś pipą!

T.P.: Oczywiście – totalna pogarda dla chuderlaków o szyjach cieńszych niż ołówek, co potrzebują dwóch rąk, żeby utrzymać swój kubeczek z herbatą, gdy oglądają, jak ich niebieskowłosa żona-wieloryb jest właśnie rżnięta przez przestępcę seksualnego z importu, żeby pokazać, jacy to oni nie są otwarci. Ale w sumie nie mam nic przeciwko takim debilom. To moja ulubiona rzecz do nienawidzenia – i kocham to. Nienawiść jest zajebista, jeśli sprawia ci frajdę.

W: Skoro nasza trójka jest z kulturą fizyczną na Ty, na jaką siłownię uczęszczacie? Sieciówka, czy macie swoją prywatną piwnicę, gdzie rzucacie żelazem? I kiedy zaczęliście dbać o formę?

G.J.: Trenuję w małej piwnicy bez luster, bez TikTokowych zombie i bez wymówek. Zacząłem, jak miałem 22 lata, bo miałem dość widoku metalowych nerdów wyglądających jak suchoklatesy walące here i pulchnych kluch bez żadnej dumy. To nie jest „metal” to żałosny cosplay.

W: Jesteście podobno z Europy. Dokładnie skąd? Tego nikt nie wie, ale w tekstach jedziecie mocno po kulturze woke. Jest ona mocno odczuwalna w Waszym miejscu zamieszkania?

G.J.: Rozprzestrzenia się jak opryszczka na jakimś wege squocie. Nadwrażliwość, przepraszanie na zapas, kultura wiecznego „bądź miły” – to wszystko sprawia, że mam ochotę wycisnąć Priusa jak sztangę. Nie mam nic przeciwko konkretnym osobom – moja nienawiść jest skierowana do słabości. A właśnie słabość jest tym, co ten woke’owski kult wynosi na piedestał i czci jak bożka.

T.P.: Nie pamiętam, żebym mówił, że jestem z Europy. Ta woke-śmietanka jest wszędzie. I dobrze, bo prawdziwy świat jej nienawidzi. A dzielenie się to dbanie o innych, nawet jeśli chodzi o nienawiść. Nienawiść i współczucie. To jak patrzeć na kilku głupich, kolorowych wariatów wrzeszczących na piaskownicy.

W: Z okazji miesiąca dumy wydaliście EPkę zatytułowaną „Pride Flag Pyre„. Znajdują się na niej dwa utwory: jeden, jak rozumiem, to wasz komentarz na temat samego miesiąca, a drugi ukazuje całkowite oddanie się treningom i dążeniu do jeszcze większego bica?

G.J.: Tak, ta EPka to list miłosny do testosteronu. Jeden kawałek spala cały ten tęczowy ołtarz, drugi to hymn na cześć hipertrofii. Wychowały mnie sztangi i anaboliczna wściekłość. Nic innego się nie liczy. Uczucia są dla słabeuszy.

T.P.: Pamiętam to jakby to było wczoraj: urodziłem się na siłowni dla trójboistów. Zamiast mleka matki podano mi kreatynę zmieszaną z whisky. 15 sekund później nauczyłem się chodzić i zacząłem martwy ciąg z ciężarem 12 razy większym niż moja waga – i to nie raz, tylko na powtórzenia.
Potem odwiozłem rodziców do domu i powiedziałem: teraz radźcie sobie sami. A co mnie napędza, to fakt, że im więcej podnosisz, tym bardziej prawdziwe i słuszne są twoje opinie. Siła jest potężniejsza od chudzielca trzymającego pióro.

W: Teksty poruszają również tematy zażywania różnych substancji, między innymi trenbolonu, czyli „Trenu”, jako sposobu na przemianę w prawdziwego war metalowego goryla, bądź po prostu nawołujecie do kopania dup wychudzonych pozerów.
I tu rodzi się pytanie: czy traktujecie swoją twórczość przede wszystkim jako satyrę, prawdziwy metal, czy może mieszankę obu?

G.J.: Tak. Dla mnie to satyra, dla ciebie – poważna sprawa.
Jeśli jakiś plastuś czuje się urażony – świetnie.
Moje teksty są dla ludzi, którzy naprawdę trenują, nie dla tych, którzy tylko o tym gadają między jednym sojowym latte a drugim.

W: Wasza oprawa graficzna a zwłaszcza okładki mocno czerpią z kultury internetu. War metalowy małpiszon i płaczący Wojak to norma na wszystkich stronach wstawiających memy o metalu. Zakładam więc, że nie denerwują was memy wyśmiewające war metal, black metal i tym podobne?

G.J.: Urażać się? Nie uznaję uczuć, które nie pochodzą z pobicia rekordu lub bąków po białku. 99% black metalowców to pajace w corpse paincie bez grama mięśni.
Memy są śmieszne. Słabość – nie.

T.P.: Jeśli facet obraża się o głupi żart, to oznaka słabości, a ta w naturze nie przetrwa.
Black i war metal mają korzenie w ekstremie, a ekstremum to warunek przetrwania w tej muzycznej rzeźni. 99% sceny black metalowej to pozerzy bez krzty siły, totalne cipy, długowłose mięczaki, tchórze z chudymi nóżkami z rękami jak makarony, obesrańcy w pampersach…
Jeśli łapiesz, o co mi chodzi.

W: Jak wygląda u was proces tworzenia muzyki i pisania tekstów? Jak na obrazku: rzucasz kamieniem i BAM, nagle masz pomysł na zajebisty riff?

G.J.:
>Ciężko trenuj.
>Wkurz się.
>Usłysz riff w głowie, gdy wiosłujesz 200 kilową sztangą.
>Kradnij tylko od bogów, a nie z jakiegoś SoundClouda.
>Potem wyrzygaj to wszystko.

Oto prawdziwe pisanie muzyki.

Reszta to pierdoły dla nieudaczników z Berklee z kucykami i opaskami na nadgarstkach pomagającymi wyciskanie.

T.P.: Wszystko zaczyna się od walnięcia pełnej ewangelii w stronę słabeuszy, takiej jak „Mięśniowy egzorcysta” albo „Wyciskanie na ławce to król wszystkich ćwiczeń na nogi”, potem tworzę riff, kolejny i resztę kawałka. Tylko bóg wie, czemu wszyscy tego tak nie robią. Po prostu rób dobre riffy, a nie słabe.

A skoro o słabych mowa – wiosłuję sztangą 200 kilo, czyli więcej niż większość ludzi podnosi w martwym ciągu. To nie jest tylko dobre — to jest solidne. Tak jak nasza muzyka. Liczby nie kłamią i zwiastują zagładę dla słabeuszy.

W: Będąc całkowicie poważnym — wiele osób mówiło mi, że słucha waszej muzyki podczas treningu, bo daje im idealnego kopa. To chyba jeden z największych komplementów, jaki możecie usłyszeć?

G.J.: To jedyny komplement, który się liczy. Jeśli nie podnosi poziomu testosteronu albo nie powoduje przepukliny, to nie jest muzyka. Chcę, żeby moje kawałki zabijały nie-trenujących czystą agresją. To się nazywa skuteczność.

T.P.: Widziałem ostatnio w wiadomościach, że pewien mięczak, który nie ćwiczył, słuchał naszej muzyki i zdechł. Resztę dopowiedzcie sobie sami.

W: △ ↑ ↑ ← → ☐ 〇 ← — kod na maksymalną muskulaturę w GTA San Andreas na PlayStation 2. I tytuł jednej z Waszych piosenek. Czyli gracie też w gry? Waszym zdaniem San Andreas to najlepsze GTA? Ja osobiście wolę Vice City — głównie za klimat i ścieżkę dźwiękową. Nadal odpalam Flash FM i przejeżdżam ludzi, gdy w głośnikach leci „Self Control”.

Zakładając, że „Wokescum Pulverizer” stałby się 8-bitową bijatyką. Kto byłby przeciwnikami? od Woke influencerzy ? Trenerzy cardio? Instagramowi kołcze? Kto byłby ostatecznym bossem?

G.J.: Każda grywalna postać to napakowany i wkurzony mięśniak.
Wrogowie? Woke „influencerzy”, gaduły w legginsach od jogi, wyznawcy cardio, i instagramowi oszuści-fitnessiarze. Ostateczny boss? Wysoki na prawie dwa metry, niebieskowłosy, zmieniający płeć sztuczny inteligent z laboratorium różnorodności.
Spoiler: zostaje zmieciony z planszy.

T.P.: GTA San Andreas to najlepsza część. Możesz się tam niesamowicie napakować, rozjebać wszystkich naokoło i przy tym się dorobić. To marzenie, które wzruszyłoby mnie do łez, gdyby nie było oznaką słabości.

Co do gry. Przeciwnikami byliby wszyscy (poza nami, bo nas nie da się pokonać), ale szczególnie woke i hippisowscy protestujący, którzy przyklejają się do ziemi. Powinni się przykleić do kilku lasek i trenbolonu, wtedy byliby szczęśliwi. Niestety w tej grze polegliby, bo w dziczy szczęście to oznaka słabości.

W: Kiedy możemy spodziewać się linii merchu dla aktywnych fizycznie? Jestem pewien, że niejedna osoba chętnie założyłaby żonobijkę z okładką „The Grand Annihilation of Wimps”.

Wokescum Pulverizer wywiad

G.J.: Już wkrótce. Żonobijki, flagi, ciuchy, które przestraszą każdego w twoim lokalnym Zdroficie.
Bez głupich sloganów. Tylko sztuka i nienawiść.

W: Czy materiały, które nagraliście do tej pory, były lub będą dostępne szerzej na CD lub kasetach? Wydaje się, że nie promujecie fizycznych nośników zbyt mocno.

G.J.: Tak. Dla tych, którzy nie konsumują wszystkiego, jak jamochłony z TikToka. CD, kasety, koszulki, flagi. Dystrybuowane przez prawdziwe wytwórnie, a nie sklepy na Etsy prowadzone przez aktywistów.
Zazwyczaj ogłaszamy nowości na naszej stronie Bandcamp!

W: TikTok faktycznie zamienia mózg w papkę, a Instagram pożera czas równie skutecznie. Pewnie młodzi ludzie natkną się na ten wywiad. Macie dla nich jakieś słowa zachęty, by zaczęli trenować i być aktywni fizycznie?

G.J.: Wyrzuć telefon. Chwyć sztangę. Instagram rujnuje umysł, a TikTok wykastrowuje duszę.
Bez prawdziwej treści nie ma prawdziwej siły. Podnoś ciężary, jedz mięso i buduj ciało, które przestraszy każdego przeciętniaka.

W: Podobno jest was dwóch. Planujecie powiększyć skład i zacząć grać na żywo? A może obawiacie się „cancel culture”? Haha.

G.J.: Może kiedyś. Na razie to zawór bezpieczeństwa. Inne nasze zespoły grają dla ludzi, ten gra dla lustra, a ono coraz bardziej się boi.

W: Kiedy możemy spodziewać się nowego pełniaka?

G.J.: Wkrótce. Jeszcze szybciej, jeśli idioci będą dalej gadać zamiast trenować. Każdy riff to środkowy palec w stronę współczesności.
Po prostu czekajcie.

W: To wszystko z mojej strony. Do zobaczenia na siłce!

G.J.: Inject! Transcend! Destroy!

Wojtuś
379 tekstów

Może nie recenzuję dobrze, ale za to nie znam się na muzyce.

Headhunter D.C.: „…pozostanie wiernym death metalowi nawet po tylu latach jest dla nas rzeczą o najwyższym znaczeniu.”Wywiady

Headhunter D.C.: „…pozostanie wiernym death metalowi nawet po tylu latach jest dla nas rzeczą o najwyższym znaczeniu.”

OracleOracle28 września 2026
Rites of Regress „Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem(…)”.Wywiady

Rites of Regress „Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem(…)”.

BartBart7 września 2026
Hekatomb „Samo stwierdzenie, że „sekty to zło”, to straszny banał…”Wywiady

Hekatomb „Samo stwierdzenie, że „sekty to zło”, to straszny banał…”

WojtuśWojtuś31 sierpnia 2026

One Comment

Skomentuj