Kurdebele, trochę się naczekałem na odpowiedzi do wywiadu, ale jak się okazało, warto było. Polski projekt, osadzonych w Norge wielmożów zmiótł mnie onegdaj ciężarem swojego debiutu, a gdy pojawił się tegoroczny materiał, to wiedziałem, że nie ma bata i chcę wiedzieć, co mają w główie ludzie, którzy tworzą taki ciężar. KU LEKTURZE!
B: Hailz! Letnie upały duszą już w Polsce niemiłosiernie! Jak żyjecie w tam w Norwegii w ten w początek lata?
Bartosz: Cześć, tutaj, w Sunnmøre na szczęście upały to rzadkość, choć z drugiej strony w tym roku mieliśmy dosłownie jeden dzień lata, co w połączeniu z padającym prawie każdego dnia deszczem daje się we znaki nie mniej niż ekstremalne upały.
B: Nie bez powodu zacząłem od upalnej duchoty, bo Rites of Regress gniecie podobnie. Muszę przyznać, że obecnie rzadko kiedy trafia się na tak bezlitosny, mielący doom metal podlany smołą i zacięciem funeralowym. Wam w duszy tak właśnie gra?
Kuba: Mi to w duszy gra akurat bardzo szeroko, ale rzadko słucham takich grobowych klimatów. Lubię stary Esoteric, wczesny My Dying Bride czy Jupiterian, ale na co dzień częściej słucham Wolvennest, Hangman’s Chair, Amenra i Primitive Man.
Bartosz: Ja również nie lubię się ograniczać ale rzeczywiście często jest wolno i transowo. W ogóle klimat i swego rodzaju transowość to jest chyba to, czego szukam w muzyce, więc nie za bardzo skupiam się na etykietkach i łykam ekstremalny death czy black i funeral doom tak samo jak free jazz czy techno.

B: Trzeba przyznać, że obecnie króluje death, black, czy metalpunk, ale doom metalu jakoś nie jest za wiele. Pewnie, są dobre, świeże hordy obecnie, ale nie ma tego tyle, jak pozostałych gatunków. Sądzisz, że grać doom metal trzeba umieć? Bo nie ukrywajmy, że poza wolnym tempem, to muszą iść za tym solidne riffy, a tych to Wam akurat nie brakuje.
Bartosz: Myślę, że doom metal generalnie jest dość hermetyczny za względu na swego rodzaju ograniczenia gatunkowe i jeżeli nie jesteś zainteresowany graniem jakiegoś wesołkowatego stoner doom czy innego desert gówno rocka, nie chcesz też zostać setnym klonem bogów z Electric Wizard ani iść w stronę death metalu, to mimo, że na pierwszy rzut oka wydaje się, że granie wolno nieskomplikowanych riffów powinno być łatwe, to moim zdaniem stworzenie czegoś choć trochę oryginalnego wymaga jednak sporo wysiłku twórczego. Doom w naszym wydaniu to trochę muzyka dla nikogo, zdecydowanie zbyt ciężko dla fanów stonera i maniaków klasycznego podejścia do tematu, a dla „prawdziwych złych metali” chyba jednak zbyt wolno, monotonnie i za bardzo gniecie. Gdy zaczynaliśmy we dwójkę z naszym basistą Michałem, dla zabicia nudy na norweskim zadupiu, założenie było jedno, mają być ciężkie, proste riffy, zagrane wolno i transowo. Po czasie, już z Karolem za perkusją jakoś naturalnie zaczęliśmy zwalniać i schodzić w dół ze strojem, a także automatycznie zaaranżowaliśmy muzykę tak, że stała się zdecydowanie bardziej negatywna i posępna. „Gwoździem do trumny” okazały się wokale i teksty, które napisał i nagrał Kuba. Pamiętam, że byłem kompletnie rozjebany efektem końcowym, bo nie spodziewałem się czegoś tak złego. Dziś, gdy konfrontuję swoje wyobrażenia o tym, jak zabrzmi Rites of Regress z początków naszej działalności z tym, co zawiera nasz debiut i EP, muszę przyznać, że efekt końcowy jest zgoła inny niż moje wtedy wyobrażenia i zdecydowanie przerósł oczekiwania.

B: Ale ale! Rites of Regress, to jednak twór w miarę świeży, zatem opowiedzcie trochę, jak doszło do tego, że powstał norweski hord z polskim rodowodem?
Bartosz: Jak już wcześniej wspomniałem, początkowo zaczęliśmy we dwóch z automatem perkusyjnym dla zabicia nudy w weekendowe wieczory i nie było planów na nagrywanie czy wydawanie czegokolwiek na serio. Przeprowadzka naszego starego ziomka Karola przeniosła Rites of Regress na inny poziom. Wraz z żywymi bębnami pojawiły się nowe aranże, nowe pomysły i wszystko zaczęło brzmieć na tyle dobrze, że pojawił się pomysł nagrania debiutu.
Kuba: Ja dołączyłem do chłopaków w zasadzie zdalnie. Znamy się od liceum, a z perkusistą od ponad 20 lat grałem w hardcorowo/metalowej kapeli Bloodstained. Chłopaki nagrali kawałki w Norwegii, a ja dostałem wyzwanie, żeby ogarnąć wokale w Polsce. Napisałem teksty, zaaranżowałem je i się dograłem. Wyszło git i tak to się dla mnie zaczęło. Potem pierwsze próby i gig w Norwegii. Kolejne przyjazdy to już ogrywanie materiału i robienie nowych kawałków. Czysta przyjemność i chillout w zajebistym towarzystwie. Próby gramy w budynkach stoczni w towarzystwie żurawi portowych i innego żelastwa, co daje dodatkowo industrialnego klimatu, a widoków na fiordy w Norwegii chyba nie muszę zachwalać;) Przyloty na próby traktuję więc zawsze jak krótkie wakacje i odskocznię od miejskiej codzienności w Polsce.

B: Aj, widoków na norweskie fiordy zazdraszczam mocno. Chwalę śpiewanie, choć tu raczej wyrzygiwanie swoiste, tekstu głównie w języku Piasta. Nie kusiło sięgnąć po język angielski? Jak dotychczas tylko kawałek „The Pentagram” jest w języku Byrona.
Kuba: Zawsze kusi, bo według mnie aranżowanie wokali i “śpiewanie” po angielsku jest łatwiejsze. Teksty piszę z zasady po polsku i jeśli trzeba, to przekładam je na angielski. Zrobiłem już wiele kawałków po angielsku w innych kapelach i zawsze miałem wrażenie, że to “lepiej” brzmi. Język polski jest dla mnie trudniejszy w aranżacji i wykonaniu. Jednak sam tekst jest napisany po polsku i pomimo trudności aranżacyjnych czy wokalnych mogę wyrazić dokładnie to, co chcę, bez kompromisów, z wszystkimi przenośniami, symbolami i pełnią emocji.
Bartosz: Jedyne, co mogę tu dodać to, że od początku spodobał mi się pomysł polskich tekstów, mimo że może to od strony komercyjnej nie jest to najlepszy pomysł, szczególnie, że zespół generalnie działa poza Polską. Dzisiaj nie mogę już sobie kompletnie wyobrazić Rites of Regress bez tekstów Kuby.
B: No właśnie, teksty. W kawałku „Pętla” zawarliście wrzutki z filmu „Palimpsest”. Świetny zabieg, bo dodatkowo podbija to nihilistyczne przesłanie. Lubicie polskie kino?
Kuba: Według mnie ma się całkiem dobrze na tle kina europejskiego. Lubię zarówno starsze polskie produkcje z lat 90. jak i bieżące rzeczy… niezależne i te bardziej komercyjne. “Palimpsest” to kurewsko mroczny film. Pokazuje skrajne reperkusje działania alkoholu jako w zasadzie twardego narkotyku dostępnego wszędzie i bez większych ograniczeń. Role Chyry i Cieleckiej ponadczasowe. Mocno polecam, jak również wcześniejszy i bardziej popularny film Niewolskiego “Symetrię”. Potem to już niestety równia pochyła w przypadku tego reżysera.
B: W chuj propsuję za to tekst na singlu, który jawi się jako „nie-modlitwa”, skierowany, no właśnie, nie do Maryi, ale do Matki Natury. Skąd taki zamysł?
Kuba: Praktycznie każdy urodzony w latach 80-tych w Polsce ma za sobą kościelne doświadczenia. Chodziło się za dzieciaka na te nudne msze, bo starzy kazali i klepało się często różne modlitwy nie mając pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Niektóre pieśni kościelne grają mi w głowie do teraz XD (nie Tobie jednemu – dop. Bart)…choć nie słyszałem ich na żywo od lat. Z całego tego obrzędowego kiczu wybrane modlitwy czy litania nie zmieniły się od stuleci i zachowały elementy języka staropolskiego, co daje im mocno mistyczny wydźwięk. Można powiedzieć, że niektóre z nich mają formę poezji, przez co są językowo inspirujące. Swoją “modlitwę” skierowałem natomiast do matki natury, bo tak naprawdę jest najważniejszą siłą i wartością, z którą powinniśmy się liczyć, a traktujemy ją jak gówno. Także, cytując swój własny tekst puenta jest dość oczywista…”Przebacz matko przenajświętsza, lecz nie módl się za nami. Podążamy drogą do zatracenia. Wkrótce uwolnimy Cię od siebie sami.”

B: Zatrzymajmy się na chwilę przy tekstach. Są według Was istotne w tego typu muzyce? Obecny singiel wskazywałby, że tak, choć może to być raczej fanaberia i niekoniecznie bez większego przesłania.
Kuba: Z punktu widzenia wokalisty, który pisze i aranżuje teksty, wiadomo, że są one bardzo istotne. Dzięki nim mam realny wpływ na ostateczny charakter utworów i pomimo że nie tworzę muzyki, to mam na nią wpływ. Z punktu widzenia słuchacza tekst niekoniecznie musi mieć znaczenie. W większości doom’owych kapel z growlowanym wokalem i tak ni huja nie zrozumiesz, o czym nawijają. Pozostaje poczytać teksty w sieci, jeśli kapela je udostępnia albo z wkładki, jak masz wersję fizyczną albumu. Sądzę jednak, że niewiele ludzi to robi, bo ważniejsza jest dla nich warstwa muzyczna w tego typu muzyce. Ja siedzę od lat w scenie hardcore, gdzie z kolei teksty i przekaz mają często większe znaczenie niż sama muzyka. Dlatego, reasumując, dla mnie teksty są bardzo ważne. Przykładam dużą wagę do formy, języka i tematyki tekstu. Zależy mi, żeby miał wartość artystyczną równorzędnie z muzyką, której jest integralną częścią. Zdaję sobie jednak sprawę, że moje wypociny mogą trafiać w pustkę;)
B: No i klip. Krąży taki „mit’, że klipy w metalu są obciachowe. Tymczasem Wasz jawi się, jako małe dzieło sztuki. Duszny, gęsty, mocno współgrający z klipem. Skąd pomysł na klip? Mieliście jakieś wskazówki, co do niego?
Kuba:, Dzięki, że doceniłeś, bo sporo się przy nim narobiłem… tym bardziej, że przy długości naszego kawałka to raczej film krótkometrażowy niż klip😉 Zajmowałem się już wcześniej montażem wideo, a obecnie mamy dostęp do baz z profesjonalnymi materiałami więc można puścić wodze fantazji bez mega budżetów. Przy realizacji klipu inspirowałem się “Drogą” Cormaca McCarthy’ego i ekranizacją tej powieści, z dojebaną rolą Viggo Mortensena. Zarówno książka, jak i film pozostają w głowie naprawdę długo. Polecam się z nimi skonfrontować, szczególnie każdemu ojcu. Beznadzieja, rozpacz…całkiem realna wizja apokalipsy.
B: Ło Panie, żeś mi kultowy film przypomniał. Muszę odświeżyć sobie! Wjechaliśmy na kwestię ostatniego materiału. Jeden singiel, za to tłusty, niczym przeciętny Amerykanin. Co Was pchnęło do nagrania piętnastominutowego kolosa?
Bartosz: Zakończyliśmy pracę nad tym kawałkiem w momencie, w którym debiut był już nagrany i, szczerze, chyba mieliśmy jakiś chwilowy kryzys, bo od początku szło nam dość opornie i chwilami traciłem już nadzieję, że kiedykolwiek skończymy ten kawałek. Wielokrotnie coś zmienialiśmy, dodawaliśmy, wypieprzaliśmy i tak oto jest. W międzyczasie zaczęliśmy robić już coś nowego co nie bardzo pasowało do tego kawałka i stąd też decyzja, żeby wydać NMSZN jako osobny materiał, choć wiadomo, że od strony komercyjnej to raczej strzał w kolano.
B: Wasz pierwszy pełniak był już ciężki, ale „Nie Módl Się Za Nami”, jawi się, jako całkowity brak nadziei dla ludzkości. Sądzicie, że cywilizacja upada i faktycznie nie ma już ratunku, czy jednak jest iskierka nadziei?
Kuba: Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem tak intensywnie żerującym na swoich żywicielach (mam tu na myśli całe środowisko, dzięki któremu funkcjonujemy), że matka natura powinna pewnie wymazać nas z planszy dla swojego dobra. Mam jednak dzieci i życzę im, żeby tak się nie stało.
Bartosz: Wystarczy rozejrzeć się dookoła, żeby szybko stracić wszelką nadzieję. Światem rządzą chciwi bilionerzy-psychopaci pod rękę ze skorumpowanymi, żądnymi władzy i zysków politykami. Cała ta klika ma wyjebane w ludzi i planetę. Nie wróżę nam świetlanej przyszłości…
B: W sumie, jak już jesteśmy przy naturze i tematyce końca, to z reguły przyjmuje się, że ludzie wykończą się sami, tymczasem sama planeta potrafi w jednej chwili zamienić spokojne miejsce w istne piekło. Doskonałym przykładem są trzęsienia ziemi i, o ile miały miejsca po wodą, potężne tsunami, że nie wspomnę o superwulkanie pod parkiem Yellowstone, którego ewentualna erupcja zmiotłaby potężny kawał USA z planety. Sądzicie, że doom metal kierujący się w strony katastrofy i zgliszcz wywołanych właśnie przez naturę, miałby rację bytu?
Kuba: Jeżeli dobrze rozumiem pytanie, to ma rację bytu, czego najlepszym przykładem są nasze utwory, w których poruszamy tę tematykę. Natomiast myślę, że samo niszczycielskie działanie natury jest często skorelowane z nienasyconym podejściem człowieka do eksploatacji i nadmiernego zaludnienia różnych obszarów ziemi. Wówczas ekstremalne zjawiska, jakie funduje nam natura, mają takie a nie inne reperkusje. Warto byłoby się opamiętać w naszym dążeniu do posiadania, to może się jakoś z matką naturą dogadamy😉
Bartosz: Nie trzeba być naukowcem, żeby wiedzieć, że planeta staje się coraz mniej przyjaznym miejscem do życia ze względu na działalność człowieka, a dokładnie kilku czy kilkunastu wielkich korporacji, które dla zysku nie cofną się przed niczym. Lubię piosenki o czarnych mszach, cyckach i wiedźmach, ale my wolimy trochę bardziej poważne tematy, a poza tym inni już doprowadzili ten styl do perfekcji.
B: Zanim wziąłem się za bary z warstwą muzyczną, to zwróciłem uwagę na okładkę. Wyczytałem, że zdjęcie z katastrofy Hindenburga nie niesie ze sobą jakiegoś większego przesłania. Nie chcieliście na singiel wrzucić po prostu jakąś kolejną, podobającą się Wam, fotkę?
Kuba: Okładka jest dla mnie zawsze częścią integralną albumu i uważam, że powinna oddawać jego klimat. Myślę, że zarówno ujęcie katastrofy Hindenburga na “Dust”, jak i kominów elektrowni w Jaworznie na “NMSZN” spełnia to zadanie… a skoro zwróciłeś na nie uwagę, to znaczy, że muszą być choć trochę intrygujące.
B: Jak już jesteśmy przy okładkach, to nie mogę pominąć tego fajnego zabiegu na nowym materiale, że nazwa hordu i tytuł są „nadrukowane” na froncie jewela, a sama okładka pod spodem robi za krwistoczerwone tło. Czyj to był pomysł?
Kuba: Zależało nam na tym, aby wydawnictwo z jednym utworem było oryginalne i atrakcyjne wizualnie. Pomysł i wykonanie wydawcy sprawdziły się w tym przypadku idealnie. Myślę, że dla kolekcjonerów płyt to fajna opcja. Polecamy prace i pozdrawiamy MentalPorn.
B: Third Eye Temple, choć nie wypluwa co chwilę nowych wyziewów, to jednak, jak już czymś przywali, to konkretnie. Jak doszło do zawiązania kolaboracji?
Kuba: Z Kurasem poznaliśmy się lata temu na gigu francuskiego Kickbacka w Bydgoszczy, gdzie razem z pałkerem mieliśmy przyjemność grać z Bloodstained. Wiedziałem, że w Third Eye Temple horyzonty muzyczne są szerokie, więc gdy utwory RoR z “Dust” były gotowe, uderzyłem z tematem. Nasza wizja doom metalu okazała się na tyle intrygująca, że Kuras zdecydował się na wspólne wydawnictwo, a że znany jest z dbałości o warstwę wizualną, to wszystko razem zagrało.
B: Przewidujecie w przyszłości jakieś koncerty?
Bartosz: Przez ostatnich kilka miesięcy z różnych przyczyn niewiele się działo, ale wkrótce wracamy do grania regularnych prób i będziemy szukać możliwości zaprezentowania się na żywo.
B: Jakie są plany odnośnie Rites of Regress, kroi się może jakiś syty pełniaczek?
Bartosz: Tak jak wspomniałem przed chwilą wracamy do pełnej aktywności i mam nadzieję, że zimą uda się nam nagrać pełniaka. Połowę materiału już mamy. W międzyczasie planujemy wpuścić jeszcze małą zajawkę na kasecie, ale wszystko nadal w fazie planów.
B: I ostatnie słowa należą do Was!
Kuba: Do końca w czerń Panie i Panowie. Polecamy się na przyszłość. No i zachęcam żeby wytrwać te 15 minut przed ekranem i sprawdzić “Nie Módl Się Za Nami” w wersji wideo!




