Wydawca: Debemur Morti Productions
Muszę się Wam przyznać, że mam trochę problem z tym najnowszym albumem White Ward. Generalnie uważam ten zespół za arcyciekawy, gdyż jestem zapalonym miłośnikiem noir jazzu, a oni doskonale na wcześniejszych wydawnictwach łączyli go z black metalem. Od kilku tygodni zasłuchuję się również w nadchodzącym albumie i…
… i nie mogę się do niego w całości przemóc. Bo ma fragmenty fantastyczne, ale ma również wręcz absurdalne i w ogóle do niego nie pasujące. Zacznę może jednak od tego, że jestem zadeklarowanym fanem noir jazzu, w szczególności Bohren and der Club of Gore, ale też innych mniej znanych wykonawców. To co inkorporuje do swojej muzyki White Ward odpowiada mi w stu procentach. Również w większości jeśli chodzi o typowe… no, może nie do końca typowe, bo sporo tutaj też i post metalu… powiedzmy więc – bardziej metalowa część płyty również w większości bardzo mi siedzi. Słychać tutaj echa Mgły, słychać tu i tam odrobinę depresyjnego black metalu, a też rzeczy dla bardziej otwartych black metalowców z zakręconym na pomadzie wąsem, a’la Wolves in the Throne Room, słychać zimną falę. Ale to wszystko w połączeniu właśnie z saksofonem to już w ogóle miód na moje serce. Pewnym novum dla mnie są też dark folkowe wstawki, może nie podbijają one mojego serca w wybitnym stopniu, ale źle nie jest. Całe „False Light” cechuje bardzo szczególny klimat – może nostalgii, może smutku, czasem z kolei poczucia bezsilności. Jest tutaj też sporo agresywnych, szybkich fragmentów, coś jak wybuchy niekontrolowanej złości. Nie umiem też odłączyć faktu pochodzenia White Ward i ich aktualnej sytuacji w kraju od tego jaka jest ta płyta, jak brzmi i jakie emocje ze sobą niesie. Dla mnie jest to wręcz przytłaczające i mierzę się z tym przy każdym odsłuchu. A co mi w tej płycie z kolei nie pasuje? No pierdoły, po prostu pewne rzeczy zaaranżowałbym inaczej lub z nich zrezygnował, ale to muzyka White Ward, nie moja. I generalnie nie przeszkadzają mi one jakoś bardzo, ot na tyle że nie mogę się zdecydować ocenić „False Light” wyżej niż tak jak widać na dole. Niemniej jednak to co dla mnie jest nieporozumieniem, dla kogoś innego może właśnie będzie czymś fantastycznym i najlepszym momentem na krążku. Nie wiem. Ze swojej strony po prostu uważam, że White Ward to zespół nietuzinkowy, wyróżniający się na tle innych. Stąd też często wracam do ich dokonań, zapewne będę też powracał do „False Light”.
Więc pomimo mojego niewinnego, może wrodzonego, malkontenctwa ten album mogę podsumować jako doskonały krążek, na który należy jednak poświęcić sporo czasu. Zróbcie sobie tę przyjemność.
Ocena: 8/10
| 1. | Leviathan | ||
| 2. | Salt Paradise | ||
| 3. | Phoenix | ||
| 4. | Silence Circles | ||
| 5. | Echoes in Eternity | ||
| 6. | Cronus | ||
| 7. | False Light | ||
| 8. | Downfall |




