Wydawca: Esfinge de la Calavera
Kolejne wydawnictwo Vermisst które wpadło w moje obrzydliwe łapska. Nie będę ściemniał, ale zupełnie nie śledziłem tego hordu od czasu recenzji “Zmierzchu Stalowej Ciemności”. No ale, jak zespół pisze: weź zrecenzuj i nie wal w chuja, to czemu miałbym tego nie zrobić?
Black metal. Zastanawiam się coraz bardziej gdzie i w jaką stronę on wędruje. Śmiem twierdzić, że w totalny niebyt i zapomnienie przez swoją coraz to większą karykaturalność. Dlatego też spotkanie z debiutanckim – w końcu – materiałem Vermisst wiązało się ze sporymi nadziejami na to, że to będzie akurat ten materiał, który choć w minimalnym stopniu pokaże mi, że grubo się mylę myśląc, iż black wyczerpał się jak bękart wiszący na krzyżu (o ile wcześniej w ogóle istniał).
No i dostałem to co chciałem. Co prawda nie tak wyobrażałem sobie do końca obecną muzykę Vermisst, ale nie jest też źle, jak się obawiałem. Zespół totalnie odstawił, że tak określę, czyste brzmienie i chwycił się na wskroś zimnego, totalnie obskurnego, surowego do szpiku kości black metalu, który w wolnych i średnich tempach zamraża powoli, acz skutecznie kolejne połacie czarciego lasu.
Lasu, który owity gęstą mgłą kryje w sobie wściekły, opętańczy wokal, którego echa raz po raz słychać gdzieś za ścianą brzęczących gitar i surowych, prosto bijących bębnów. To wszystko sprawia, że Vermisst na “Night and fog” udało się zdemonizować swą muzykę, a ukrycie wokalu głęboko w instrumentalnym lesie, nadało jej jeszcze większej aury tajemniczości i grozy.
O dziwo, wszystkie te wyżej wymienione elementy stworzyły z “Night and fog” całkiem dobrze odegraną sztukę, która – jak w przypadku “Zmierzchu Stalowej Ciemności” – została miejscami ubrana w nienachalny, pojawiający tu i ówdzie zimny klawisz (tytułowy “Night and fog”) w którym czuć obecność czegoś niepokojącego i złego jednocześnie (np. “The Woods”).
Wszystkie te zmiany – czy też rozwój jak kto woli – wyszły więc Vermisst na dobre. Muzyka stała się bardziej surowa, prosta, a przy tym konkretna w swym przekazie, co nie jednego blekusa zapewne skłoni do sięgnięcia po ten materiał.
Ocena: 7,5/10
Tracklista:
- Destroyer of Lives
- Harvesting the Funeral Pyre
- Within the Lonesome Tomb
- Merciful Murk
- Night and Fog
- The Woods
- A Kingdom In Disarray
- Ocean of Viscid Fog (Slurry of Dead Greyness)




