Skip to main content

Wydawca: Putrid Cult

Putrid Cult regularnie przysyła swoje wydawnictwa i raz wypadają one lepiej, raz gorzej – w zasadzie to nigdy nie wiem, czy po sprawdzeniu będę do danej płyty wracał czy też raczej nie. Tym razem podobna zagwozdka czeka mnie przy okazji debiutu wrocławskiego hordu Szern.

Nie wiem w sumie skąd ta nazwa, google w ogóle nie jest pomocne w tym temacie. Będę więc żył w niewiedzy. Słuchając przy tym „Antyziemi”. Bo to całkiem spoko album, jednakże ze sporymi zastrzeżeniami – do takich wniosków doszedłem po niemal trzymiesięcznym wałkowaniu. Bo musicie wiedzieć, że ta muzyka nie od razu przypadła mi do gustu i chwilami po prostu po włączeniu tej płyty wyłączałem ją, bo coś mi w niej nie pasowało. I dalej tak się dzieje.

Dlaczego? Nie wiem. Szern porusza się na styku black metalu osadzonego w tradycji, jak też nieco nowszej jego odsłonie (tak, chodzi mi o chwilami o zespoły typu Kły, Zmarłym i tym podobne), dodając do tego sporo „atmosfery”. I chyba właśnie z uwagi na to, nie zawsze miałem z „Antyziemią” po drodze. No bo tak po prawdzie nie każdy nowy, popularny black metalowy zespół potrafi dogodzić moim artystycznym zachciankom. Na debiucie Szern znajdują się więc fragmenty, które przykuwają moją uwagę całkiem nieźle, ale dostajemy też sporo muzyki która niekoniecznie do mnie trafia, z różnych powodów. A bo za melodyjnie, a bo zbyt na nową modłę, a bo znów zbyt monotonnie. Niewiele dobrego też mogę powiedzieć o wokalu, bo odnoszę wrażenie, że stojący za całością konceptu Szern trochę idzie tu na łatwiznę – aranżacje brzmią płasko i bardzo jednostajnie, brak tu jakichkolwiek urozmaiceń. Może dla kogoś będzie to zaleta, dla mnie – w przypadku „Antyziemi” jednak wada. I tak patrząc na całość tego krążka dochodzę do wniosku, że na niego naprawdę muszę mieć nastrój, bo inaczej – palec ląduje na przycisku STOP i krążek ląduje w pudełku.

Do recenzji podchodziłem nawet kilkukrotnie i cały czas stwierdzałem, że jednak innym razem. Że może kolejnym razem znajdę tu więcej dobrego. No i to co czytacie teraz to chyba mój maks, jeśli chodzi o „Antyziemię”. Całości nie ratuje do końca nawet cover Kultu – pomysł ciekawy, choć pewnie raczej bym się nie domyślił, że to przeróbka, jeśli nie wsłuchałbym się w tekst.

Więc co – płyta wyszła i OK. Jak na debiut to nie ma tragedii. Natomiast przy natłoku wydawnictw „brak tragedii” to nie jest jakaś najlepsza rekomendacja. Ja poczekam co tam przyniesie czas w przypadku Szern, ale do „Antyziemi” wybitnie często to pewnie nie będę wracał.

http://www.putridcult.pl/

Oracle
18531 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Lust of Decay „Entombed in Sewage”Recenzje

Lust of Decay „Entombed in Sewage”

OracleOracle5 grudnia 2025
Königreichssaal „Loewen II”Recenzje

Königreichssaal „Loewen II”

OracleOracle4 grudnia 2025
Funeral Vomit > Upheaval of Necromancy
Funeral Vomit „Upheaval of Necromancy”Recenzje

Funeral Vomit „Upheaval of Necromancy”

OracleOracle3 grudnia 2025

One Comment

Skomentuj