Wydawca: Black Flame Rebellion
Kiedy wpadła mi w łapki Epka brazylijskiego Svlfvr, wydana ładnie na CD przez Pięknego Pomorzanina, to lekko się skrzywiłem sądząc, że to będzie typowy południowoamerykański łomot. Tymczasem zostałem miło zaskoczony.
Jak już wspomniałem Svlfvr pochodzą z Brazylii, a wspomniana Epka, czyli „Diabolic Ritual of Steel”, to dwadzieścia dwie minuty ładnie bujającego black thrashu walącego przyjemnie oldschoolem. Otwierający ją tytułowy kawałek z początku nie zapowiada tego, co nadejdzie, ale muzyka szybko nabiera rozpędu, tak by wjechały soczyste riffy, solidna perkusja oraz elegancki basik w tle. Wszystko to podlane krzyczącym wokalem. Zrazu złapało mnie lekkie zdziwienie, bo gdzieś słyszałem całkiem podobny vibe. I faktycznie, bo porykujący tutaj NHSH udziela się również na żywo Blasphemaniacu (warto obadać!), co wyraźnie słychać w stylu muzyki. Przynajmniej dopóki nie wleci większa dzicz, a ta wbija się mocno od drugiego kawałka. Spokojnie, Svlfvr mimo pokazania pazura nadal trzymają się nieco łagodniejszego tonu, choć żadną miarą nie jest to złe, a już szczególnie błyszczą dwa ostatnie kawałki. „Omnipresent, Omniscient, Omnipotent” nasuwa skojarzania z wczesnym Celtic Frost, co poczytuję mocno in plus, a zamykające płytę „Bestial Lust” z kolei wita nas przyjemnie bujającym rock’n’rolllowym motywem.
Ponieważ pierwotnie Epka ta ukazała się na kasecie, to warto zatrzymać się chwilę, by przyjrzeć jakoś wydania płyty. Przyznaję, że Black Flame Rebellion się postarało. Elegancki jewel, który nie kruszy się i nie rozpada od byle pierdnięcia dobrze leży w rękach, do tego w środku poza krążkiem jest elegancka książeczka, dla tych z Was, którzy posiedli zawiłą sztukę czytania. Chwalę.
Zdaję sobie sprawę, że ta płyta nie zawojuje świata, ale każdy z Was, kto lubi bardziej podziemne brzmienia, będzie zadowolony, gdyż to album od maniaków, dla maniaków. Warto.




