Wydawca: Godz Ov War Productions
A dziś dla państwa wspomnień czar. Zanim Stillborn zaczął brylować na okładkach kolorowych czasopism, Kiler dawał dżentelmeńskie rady w drukowanym programie telewizyjnym, a logo zespołu można było widzieć na kształtnych piersiach wielu dziewcząt na rockotece…
Coś mi się pojebało, to nie o Stillborn chodzi. Oni od zawsze byli wulgarni, brutalni, chamsy i oddani Szatanowi. Nic się nie zmieniło. Recenzowany właśnie składak dobitnie to pokazuje, że Mielczanie od zarania nakurwiali tak jak należy. Na „Mirrormaze / Die in Torment 666” znalazło się siedemnaście black/death/thrash metalowych numerów, śmierdzących piwnicą, wzmacnianych szczękaniem łańcuchów i szelestem diablej sierści. Materiał z obu demówek jest tak zawzięcie intensywny i tak cholernie dosadny – wiele zespołów gra agresywnie, ale u Stillborn jest to wręcz fizycznie namacalne. Akurat tak się złożyło, że ja nie załapałem się na obie te demówki (kurwa, jakbym dobrze pogrzebał to bym jeszcze znalazł list od Kilera) więc Godz Ov War Productions zrobiło bardzo dobrą rzecz z tym wznowieniem. Z grubsza rzecz ujmując – z raz obranej drogi Stillborn nie zawrócił nigdy (no, może na moment lekko się zakołysał na „Assessinos del Sur”) i to doskonale słychać. A i wizualnie spełnia oczekiwania, powklejane screeny plakatów, stare fotki i tak dalej, czyli standard przy tego typu wydawnictwach. Ogólnie – jest bardzo dobrze.
Bo jakżeby miało być inaczej? Stillborn od samych początków hołdował diabelskiemu black/death metalowi i na tych demówkach to słychać. Kto nie ma – musowo nadrabiać.
https://www.youtube.com/watch?v=sTAb_XeWhJM
Tracklist:




