Skip to main content

Wydawca: Thrashing Madness Productions

Ostatnio utyskiwałem na to, że Leszek obniżył loty i wydaje rzeczy, które zapewne zainteresują jedynie kilka osób z otoczenia danego zespołu, a tymczasem zamknął mi on ryj wznowieniem materiałów łódzkiego Sacriversum.

Na jednej płycie zamieszczone bowiem zostały demo „Dreams of Destiny” oraz „The Shadow of Golden Fire” czy li tak naprawdę jedyne dwa materiały warte zapamiętania jeśli chodzi o ten zespół. No chyba, że ktoś lubi ich gotycką odsłonę. Ja nie przepadam. Ale wspomniany stuff to już jak najbardziej. Panowie wówczas jeszcze grali death/thrash metal, może z elementami doom metalu. Cały czas przebijała się na tych kawałkach melodia, ale mimo to zarówno kawałki z demówki, jak też z debiutanckiej płyty brzmią brutalnie. Ta kompilacja ukazała się jakieś dwadzieścia lat temu nakładem Serenade Records, ale zapewne jest już białym krukiem. Z odsieczą przyszło Thrashing Madness Productions.

Wydane w 1992 roku „Dreams of Destiny” to siedem numerów i o dziwo – słucha się ich nieźle. Nieźle też brzmią. Słychać, że już wtedy zespół był na zaawansowanym poziomie jeśli chodzi o technikę. Wiadomo, że wówczas to wcale nie musiało być tak oczywiste. A tu proszę – choćby taki bas na początku numeru tytułowego z tej demówki robi naprawdę niezłą robotę. Sacriversum równocześnie był zespołem, który nie bał się używania parapetu – może nie w jakiś zachwycający sposób, ale kaszany też nie było. Demówka charakteryzowała się też zróżnicowanymi tempami, od wolniejszych, jak początek „Taste of Defeat” to zdecydowanie szybszych. A wokal to mi się zawsze u nich kojarzył z Robem Banditem z kolei.

„The Shadow of the Golden Fire” dzielą od taśmy demo dwa lata. Rozwój zespołu jest jednak wyraźny. Zespół przez ten czas zrobił się bardziej otwarty na różne nowinki, ale cały czas jednak trzymał się death/thrash/doom metalowego stylu. Jednak zdecydowanie hojniej używano tutaj parapetu, akustycznych gitar… Same kompozycje napisane zostały jakby z większym rozmachem. Brzmienie również jest potężniejsze, cięższe, bardziej mięsiste. Poza growlem (którego jakość została podciągnięta) dostajemy również sporo czystych deklamacji – każdy kto wie, jak brzmiały wówczas polskie zespoły obracające się w tym nurcie ma mniej więcej wyobrażenie, o czym mowa w przypadku „The Shadow of the Golden Fire”. A że jest to jedna ze sztandarowych produkcji połowy lat dziewięćdziesiątych, to chyba nie trzeba wspominać. Dają też już tutaj o sobie znać barokowe fascynacje grupy. Dla części osób pewnie niestrawne, ja to jakoś przeżyję. Moim zdaniem po tylu latach ten album nadal się broni. Może i trąci niekiedy myszką, ale ma to swój urok. Dla wielu starszych czytelników zapewne będzie to też jednak miało wartość sentymentalną, a daję sobie rękę uciąć – to grono będzie szersze niż w przypadku osób, które czekałyby na wcześniejsze wznowienia od Lecha, jak Miracle, Unborn czy kilka innych.

Jak to u Thrashing Madness Productions bywa, wewnątrz mamy też masę czytania – oprócz nowego wywiadu dostajemy też reprodukcje ze starych zinów i tak dalej. A że Sacriversum było dość popularne, to i materiału źródłowego sporo.

Mi się to wznowienie bardzo podoba i tym razem nie zamierzam marudzić. Fajnie, że te dwa materiały zostały wznowione, bo brakowało ich na mojej półce.

1. Across the Dust
2. Whispers
3. Pure Evil
4. In Emotional Garden
5. Never Give Up
6. From Your Blood
7. Tears
8. Wounded Flames
9. Revenger
10. Defended Land
11. Dreams of Destiny
12. Taste of Defeat
13. Defended Land (New Version)
14. Taste of Defeat (New Version)

Oracle
17037 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj