Wydawca: Deformeathing Productions
Wydaje się, jakby rok 2000 był wczoraj. No, może przedwczoraj. Całkiem nieźle go wspominam, jako że zacząłem go od pierwszego w życiu zgonu na sylwestra u sąsiada mojej babci. Potem było jeszcze lepiej – na przykład ukazał się debiut death/grindowego Reinfection.
Po osiemnastu latach został on natomiast wznowiony dzięki uprzejmości Deformeathing Productions. I to dzięki nim właśnie „They Die For Nothing” zawitał pod strzechy tych, którzy w 2000 roku przegapili wydanie z Ablated Records. Kto natomiast posiada oryginał, na pewno zauważy zmienioną okładkę tej płyty. Trochę szkoda, że zespoły i wytwórnie decydują się na takie rzeczy, ja zawsze wolałem wznowienia z oryginalnymi obrazkami. Ale liczy się przecież muzyka, a ta na debiucie grupy z Przysuchy jest kurewsko dobra. I po tych osiemnastu latach wciąż słucha się jej z przyjemnością – dziś powiedzielibyśmy, że to oldschoolowa muzyka, ale osiemnaście lat temu (w zasadzie to już dziewiętnaście, a nawet dwadzieścia, bo krążek powstał w 1999 roku) tak po prostu grało się brutalny death/ grind. Krążek przetacza się przez domostwo jak pijany ojciec i robi mniej więcej tyle samo hałasu. Wpływy klasyków tego grania są bardzo wyraźne i szkoda mi czasu na dzielenie włosa na czworo. Poza tym, jak powiedział Sofronow: mądremu dwa słowa wystarczą, a głupiemu referatu mało.
Dlatego ufam, że czytelnicy Chaos Vault albo już nabyli, albo czym prędzej nabędą wznowienie „They Die For Nothing”. Cholernie warto, a przyjemność z słuchania niezmienna.
https://www.youtube.com/watch?v=O95XhqY17U4
Tracklist:




