Wydawca: Edged Circle Records
Jak to człowiek czasem się zdziwić może, gdy rzuci okiem na skład jakiejś kapeli i znajduje nazwiska osób, które grają w innej – równie zajebistej, ale obracających się w totalnie innej niszy gatunkowej.
Bo ja sam to w życiu bym nie powiedział, że dziką i agresywną muzykę Phantom Fire tworzy dwóch muzyków zespołu Kraków – potężnej, doom/sludge’owej maszyny. A tu taka niespodzianka. Ale to pokazuje tylko, jak wszechstronni są niektórzy muzycy – potrafią nagrać album, który będzie się podobał takiemu marudzie jak ja, który trzymał się będzie jednej konwencji, by potem sprezentować coś z zupełnie innej beczki. I to również będzie dobre. Bo „Eminente Lucifer Libertad” to pół godziny black/speed/thrash metalu. Phantom Fire ma przy tym coś, czego brakło na przykład zespołowi Sulfuric, który recenzowałem kilka dni temu – ich kompozycje potrafią złapać za jaja i skopać po ryju. A przy tym zagrane są w sposób interesujący. Phantom Fire chwilami może się Wam kojarzyć z tym, co teraz robi Darkthrone (jako przykład podam choćby „Derive From Ash”, który moim zdaniem spokojnie mógłby nagrać nie duet z Bergen a z Vinterbro). Przy tym jest to chyba najwolniejszy numer na całym krążku. Reszta jest trochę szybsza. Pamiętać tylko musicie, że to nie są takie typowe harce na gitarce z rokenrolowym zabarwieniem – ten black metal jest tu dość wyraźny, ale i speed metal trzyma się kanonów. Miejsca na rokenrolowy luz tu już nie wiele jest, ale dla mnie to dobrze – chwilami już mam dość tych kapel, które jadą na tym samym, lekko tylo modyfikowanym patencie. A taki Phantom Fire na przykład w połowie płyty zrobi dziwne elektroniczne interludium w postaci „Satanic Messenger” (które wypada bardzo fajnie, klimatem przywodzący mi na myśl „H418ov21.C” Beherit), tylko po to, by po nim wjechał riff a’la Mercyful Fate, przeradzający się w agresywny, black metalowy zgiełk. W chuj doceniam taką muzyczną i kompozytorską wyobraźnię – tym bardziej więc jestem zadowolony, że skusiłem się zrecenzować „Eminente Lucifer Libertad”.
Bardzo by mi było również przykro, jeśli drugi album Phantom Fire jakoś by przepadł w odmętach i zalewie wydawnictw różnego rodzaju. Stąd też mój apel – odpalcie sobie ten krążek, przesłuchajcie uważnie i zastanówcie się, czy nie warto nacisnąć play raz jeszcze?
Ocena: 9/10




