Tym debiutem zostałem powalony!
Pierwsze dźwięki wygenerowane przez Kanadyjczyków z Paroxsihzem pierdolnęły mnie w głowę niczym piętnastokilowy młot. Czułem jak kości mojej czaski się kruszą, mózg zamienia się w papkę a oczy wystrzeliwują z oczodołów jak z procy. Już od pierwszych momentów dźwiękowej anihilacji, jaką zapewniają nam Kanadyjczycy na płycie „Paroxsihzem” czujemy, że będzie co najmniej dobrze. Siarczysty gęsty Death/Black rozbija nam bębenki a na naszej twarzy pojawia się jedynie uśmiech. Sąsiadka zaczyna napierdalać szczotą w kaloryfer, na co może być tylko jedna odpowiedz: Głośniej kurwa! Ten zmasowany muzyczny holokaust działa tak perfekcyjnie, bo łączy w sobie mozolność Incantation, precyzje Immolation i szaleństwo oraz nieobliczalność Revenge. Jak dla mnie jeden z lepszych debiutów w tym roku. Jestem totalnie zdewastowany tym materiałem. Nic się po tej płycie nie spodziewałem, nic o kapeli nie wiedziałem a tu taka niepodziana! Te prawie trzydzieści osiem minut muzyki totalnie was rozpierdoli.
Strzał w pysk nowonarodzonego, czyli doskonały prezent pod choinkę dla każdego długowłosego. Krótko i na temat: Hail to Canada!
Ocena 10/10
Tracklist:
| 1. | Intro | ||
| 2. | Vanya | ||
| 3. | Nausea | ||
| 4. | Deindividuation | ||
| 5. | Godot | ||
| 6. | Tsirhcitna Eht | ||
| 7. | Aokigahara |





