Skip to main content

Koncert, jaki miał miejsce 1 lipca w Krakowie był jednym z tych, co to zakupiłem nań bilet zaraz po gruchnięciu informacji, że w ogóle taki się odbędzie. I o ile wiele decyzji na szybko w moim życiu było chujowych, tak ta – wyśmienita.

Trzeba było jedynie czekać, jak w tym filmie o polskiej prowincji – na sobotę. Aż nadeszła, więc zapakowaliśmy się z Rzeszowa w składzie Pathologist, Jacek z EpiCentrum oraz Wojciech by udać się na show Owls Woods Graves w towarzystwie dwóch nieznanych mi wcześniej kapel: 72DR i Slavenkunst. Humory w chuj dopisywały, tu piweczko, tam wiśnióweczka (ale nie sklepowa, tylko handmade), a na mecie bób z solą. Kurwa, lepiej nie widzę. Byliśmy dość wcześnie, więc znaleźliśmy jeszcze miejsce parkingowe, przy którym rozłożyliśmy obozowisko. Aż w końcu zaczęli do Kamiennej 12 wpuszczać. Nawet papierowe bilety dawali, bo wiadomo, bez tego koncert kurwa nieważny, coś jak komunia gdy nie wyspowiadałeś się z walenia konia bo było ci wstyd.

Pewnie już mówiłem, ale lubię tę miejscówkę, fajnie zastępuje ZetPeTe. W środku szybkie zakupy, piąteczki ze znajomkami, piweczko i czekamy. Ludzi powoli się zbierało, humory nadal dopisywały. Aż w końcu pierwsze dźwięki Slavenkunst dobiegły z Sali.

Jest to młoda ekipa parająca się skrzyżowaniem crustu, grindu, power violence. Innymi słowy – w chuj ekspresyjna muzyka tworzona przez młodych furiatów. Ja ich nie znałem, ale kilka osób pod sceną jak najbardziej – przyjęcie więc mieli bardzo OK. Wydawali się nawet sami być lekko zdziwionymi tym faktem. Sam stałem jeszcze z dala i delektując się piweczkiem chłonąłem ich show. Podobało mi się – nie aż tak, żebym został mega fanem, ale fajne wpasowali się w całość koncertu.

W międzyczasie zaczęło się zagęszczać – nie dziwota, że Southern Discomfort zadecydowało o zmianie lokalizacji na większą.  Większych kolejek do piwa tym razem nie odnotowałem, co cieszyło – szybciej człowiek łapał browarka i szedł się integrować, a nie stał jak Himmilsbach z angielskim w kolejce jak za komuny. Dobra, nieważne – oto i na deski wchodzą 72DR.

Nie zgadniecie – ich też nie znałem. U nich zdecydowanie mniej metalowo, więcej punka i hardcore’a. Nie do końca moja bajka, ja z punka to tak wybiórczo i raczej klasykę. Ale też dali radę. Podobnie jak Slavenkunst. Podobało mi się to, że samej kapeli, a szczególnie wokaliście, nie mogłem odmówić charyzmy. To nie był wesołkowaty hardcore punk, zdecydowanie bardziej ponury i wkurwiony, co dało się też odczuć dzięki polskojęzycznym tekstom. Było to na tyle dobre, że w sumie obserwowałem ich przez cały czas trwania gigu i chyba ani razu nie wyszedłem z Sali – jedynie pod koniec, bo natura wzywała.

Trochę dłuższa przerwa i nareszcie chwila, na którą czekaliśmy – bo wszak wszyscy jak jeden mąż stawiliśmy się tutaj na pierwszy, historyczny koncert Owls Woods Graves. Uprzedzając fakty, jakbym miał kiedyś wnuki, długo bym im o tym opowiadał. Albo nie, po chuj je nudzić. Opowiadał bym krótko – był totalny rozpierdol w imię Diabła z lasu. Przed samym gigiem zastanawialiśmy się z Pathologistem, czy spróbują upchać wszystkie swoje numery podczas jednego gigu. Nie udało się im, ale było w sumie blisko. Od początku pod sceną zrobił się całkiem spoko młyn, a że poczułem nagle przypływ werwy – dołączyłem. I tak już w sumie trwałem do końca. Zaś na scenie było równie dojebanie – widać, że Michał i reszta chłopaków odczuwa totalną przyjemność z grania tej muzyki. Była agresja, przemoc i chwalenia leśnych ostępów, w których żyje Diabeł, wszystko przy zajebistym miksie (żeby nie powiedzieć „unii”) punka i metalu oraz oldschoolowego hardcore’a. Jeśli pisałbym do poczytnego, anglojęzycznego zina rzekłbym, że maniaks łent totali krejzi. Ale nie piszę i w sumie nie wiem po co to napisałem. Zostawmy to więc, pewnie jesteście ciekawi co grali. Ano – grali same pyszne rzeczy – oczywiście im dalej tym lepiej, a już przy samym finiszu nie mogło zabraknąć „Idzie Diabeł” czy „Antichristian Hooligans” z chóralnie odśpiewanym refrenem. A po „Owls Woods Graves” zeszli ze sceny w glorii i chwale.

Powiem Wam, że dawno już nie miałem takiej radochy z koncertu. Wszystko mi się tutaj zgadzało – ludzie, muzyka, pogoda, nastroje. I żadnych znamion duszy. Nie przegapcie kolejnych koncertów Owls Woods Graves, bo na ten rok zaanonsowali jeszcze dwa.   

Oracle
17065 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj