Wydawca: Invictus Productions
Muszę się Wam przyznać, że chwilę mi zeszło, zanim debiut Oraculum zaskoczył – nie od razu bowiem z „Hybris Divina” skoczyliśmy sobie w ramiona. Mimo, żem przecież Oracle i byłoby to logiczne, prawda?
Dobra, jebać ksywkę, którą se wymyśliłem na szybko prawie dwie dekady temu – zajmijmy się rzeczami poważnymi, czyli muzyką. Bo ja do muzyki podchodzę bardzo serio i odnoszę wrażenie, że osoby stojące za tym tworem również. Część z nich jest zresztą znana ze świetnego Wrathprayer, więc możecie już podejrzewać, że to nie są pierwsi lepsi muzykanci, którzy nagle odkryli w sobie miłość do death metalu. Bo „Hybris Divina” to przede wszystkim właśnie metal śmierci, ale nie stroniący też od innych gatunków, głównie mam tu na myśli black metal. Czy black/death metal. Bo pomimo, że całość zaczyna się powolnym intro w stylu numeru zamykającego Czwartą Krucjatę Bolt Thrower, to bardzo szybko przechodzi w inspirowany poniekąd twórczością Bolzer „The Great One”. Oczywiście jak każdy szanujący się death metalowy band nie mogą być pod wpływem takich bandów jak bardzo wczesny Morbid Angel czy Asphyx lub wspomniani już Brytyjczycy. A chwilami Grotesque albo Possessed… Przy czym u Oraculum cały czas poza wzorowaniem się na innych bandach przebija się pierwiastek prawdziwego szaleństwa, choć z początku nie jest on taki oczywisty i łatwo uchwytny.
Tak, moim zdaniem „Hybris Divina” wymaga od słuchacza sporej uwagi. Dużo dobrego tutaj się dzieje – ta płyta jest bardzo riffowa, natomiast poza nimi na pewno nie umkną waszej uwadze obłąkane wokale, cholernie silny punkt tej płyty. No i kunszt kompozytorski, bo Oraculum kreuje na debiucie specyficzną, z jednej strony dziką, z drugiej – niepokojącą atmosferę. I jeszcze jedno przychodzi mi do głowy – cały krążek trwa czterdzieści minut, co już samo w sobie jest niezłym timingiem jak na mój gust, natomiast słucha się go jeszcze bardziej płynnie, niczym EPkę. Autentycznie kilkukrotnie się zdziwiłem, że materiał tyle co się zaczął, a tu znów wjeżdża wspomniane otwarcie w postaci „A Monument to Fallen Virtues”.
Choć podkreślam, że jest to krążek nie najłatwiejszy, jeśli mówimy o death metalu. Podejrzewam, że będą osoby które się od niego odbiją. Ja dałem „Hybris Divina” czas i nie żałuję – polubiłem się z tym krążkiem. Zdecydowanie poświęćcie mu więcej niż trzy – cztery przesłuchania, jest tego wart.
http://www.invictusproductions.net/
https://www.facebook.com/oraculum.chile





