Wydawca: Ossuary Records
Mimo, że jestem znanym wszech i wobec papistą, to jakoś długo zbierałem się do recenzji nowej płyty zespołu pieśni i tańca Okrütnik, aż w końcu popędzony zostałem kopią fizyczną. Stąd też możecie szybciej poznać moje zdanie o „Krwawym Pontyfikacie”.
Może od początku. „Legion Antychrysta” w ogóle do mnie nie trafiał, mimo że lubię granie w tym stylu. Coś mi jednak nie leżało. Potem panowie wypuścili swój drugi, opisywany tutaj album. Znajomy stwierdził – „E, no, tym razem Ci się spodoba, zmienili wokalistę…”. No i rzeczywiście jest lepiej.
Ale czy aż tak, żebym stracił dla nich głowę? Nie no, tyle to nie. Muzycznie zespół poszedł jeszcze bardziej w stronę speed metalu mocno przyczernianego smołą. Nowy wokalista również lepiej wypada od poprzedniego. I początek krążka jest naprawdę świetny. Numer tytułowy, „Rytuały czarnego ognia” czy „Pieśń świętokradców” to solidne granie. Słychać sporo Slayer z dwóch pierwszych albumów, słychać niemiecką szkolę speed metalu, coś się dzieje.
Niestety, im dalej w album tym bardziej panowie zamulają, jakby pomysłów brakło. Kawałki zlewają się w jedno i odnoszę wrażenie, że się chłopaki zapętliły. Gdzieś z tej muzyki ulatuje dusza i koniec końców dostajemy krążek trącący nudą. A nie o tym przecież chodzi w speed/black metalu, prawda? Moim zdaniem z numerów znajdujących się na „Krwawym pontyfikacie” wykroiłby bardzo dobrą EPkę, a wyszedł z tego album raczej przeciętny. Tekstowo jest również tak sobie, teksty przypominają wczesne utwory Dragon czy Destroyers, więc zapewne znajdą tyle samo zwolenników co kpiarzy. Mi nie przeszkadzają – taka estetyka.
No cóż, więcej sobie obiecywałem po dwójce Okrütnika, ale może jeszcze muszę poczekać na ich kolejne wydawnictwo. Zespół z perspektywami, ale jeszcze trochę potu muszą włożyć w kolejne numery.
Ocena: 6/10




