Wydawca: Obscure Domain Productions
Dziś dostajemy desant zza naszej Zachodniej granicy, ale wszyscy którzy liczą na wysokooktanowy thrash metal dziś proszeni są o uzbrojenie się w cierpliwość. Bo Obscure Infinity to ni mniej ni więcej, tylko death metalowy wykurw.
Debiutancki krążek zespołu atakuje nas mrocznym, ciężkim metalem śmierci – odegranym naprawdę w zajebisty sposób. Najpierw krótkie intro, a następnie „Sacrificial Ritual” – utrzymany w średnich tempach walec. Ale co nas od razu uderza to zabójcze brzmienie, wydobywające się jak z otchłani. Po angielsku powiedziałbym, że to taki „abyssic sound” i byłoby super, po polsku jednak to nie brzmi, hehe, uznajmy więc, iż to takie głębokie, studzienne brzmienie, jakim charakteryzowały się wczesne płyty Deicide, głównie dwa pierwsze albumy. Inspiracje tą kapelą słyszalne są jak na mój gust w kolejnym na tym albumie „Morbid Ways Of God” i to jest mój ulubiony numer z tej płyty. Obscure Infinity sięga również i do skandynawskiej szkoły grania (tak, tak, Grave się kłania) i udanie miesza oba nurty death metalu w jedno ciało. Nie stroni przy tym od odrobiny melodii, a może inaczej – Niemcy zadbali, by poszczególne numery różniły się od siebie, lecz wciąż pozostawały death metalowymi hymnami. Osiągnęli to niby prostymi środkami – akustyczna wstawka, gregoriańskie zaśpiewy („Everlasting Fires”), odgłosy piekielnych wichrów („In The Depths Below”) i im podobne sprawiają, że „Dawn of Winter” na pewno Was nie zanudzi. Do tego bardzo mocnym punktem jest wokal, jakim operuje Jules – głęboki i brutalny idealnie zgrywa się z serwowaną tu muzyką.
Ta recenzja ukazuje się ze sporym poślizgiem, bo już wkrótce dostępny będzie następca opisywanego tu albumu. I po tym co teraz usłyszałem, wiem, że będzie to mocny punkt 2012 roku w death metalowym podziemiu.
Ocena: 9/10
Tracklist:





Jedna z lepszych płyt jakie słyszałem ostatnimi czasy i co bardzo mnie zdziwiło…z Niemiec. Jakoś DM grany przez naszych zachodnich sąsiadów nigdy nie robił na mnie wrażenia. Obscure Infinity jest moim zdaniem zdecydowanie bardziej zainfekowany Grave (i Szwecją) niż Deicide ale to w sumie nie istotne. Kawał zajebistego nie przynudzającego metalu śmierci. POLECAM !