Wydawca: Putrid Cult
Gdy usłyszałem nazwę Obława to pomyślałem sobie, że mamy do czynienia z jakimś cover bandem Kaczmarskiego. Wiecie, mocne uderzenie i tak dalej. No ale po reaserchu głębszym niż ziemkiewiczowski okazało się, że wcale tak nie jest.
Ani to cover Kaczmarskiego, a i mocnego uderzenia tu próżno szukać. Bowiem na „Zmora” ten polski kwintet prezentuje nam coś na kształt atmosferycznego pagan/black metalu. Ja to mam zazwyczaj zgrzyt z takimi klimatami, bowiem musi być to zagrane albo nietuzinkowo, albo z feelingiem (patrz: Rivers Like Veins). „Zmora” to natomiast pięć kompozycji (plus intro i outro), które jakoś niespecjalnie trącają me wewnętrzne struny i poruszają wrażliwość. Kompozycje Obławy są natomiast jak na mój gust zbyt monotonne i jakoś wyprane z emocji – jakichkolwiek. Jest tu kilka fragmentów, przy których od biedy czuję większe zaangażowanie, natomiast niestety nie ma ich wiele. Przez zdecydowaną większość czasu ta muzyka sobie płynie usypiając mnie tak po prawdzie. Do tego jakoś nie leży mi wokal (chwilami nawet dwa), taki na pół deklamujący, chwilami krzyczący. Ale znów – raczej bez przekonania. Z całości jakoś najbardziej mi leży chyba „Nienawidzę…”, bo najwięcej w nim folkowo – pogańskich wpływów.
Jeśli chcielibyście jakieś porównania, no to jak dla mnie Obława wypada trochę jak słabsza kalka Graveland, Kroda, Noktrunal Mortum, do tego utrzymana w zasadzie tylko w wolnych tempach. Wiem, że tego typu granie ma grono zwolenników, jednakże ja się do nich w tym przypadku nie zaliczę.
http://www.putridcult.pl/




