Motörhead . I wszystko jasne.
Ocena: 10/10
Tracklist:
1.Born to Lose
2.I Know How to Die
3.Get Back in Line
4.Devils in My Head
5.Rock 'n’ Roll Music
6.Waiting for the Snake
7.Brotherhood of Man
8.Outlaw
9.I Know What You Need
10.Bye Bye Bitch Bye Bye
Okej, myśleliście, że to będzie cała recenzja? W zasadzie mogłoby tak być, ale nie wypada nie napisać o nowym krążku Lemmy’ego i spółki paru pochlebnych słów. Tak się złożyło, że „The Wörld Is Yours” już jakiś czas temu i od pierwszego momentu nie mogę się uwolnić od tej muzyki. Ba! Nie chcę się od niej uwolnić. Jak można chcieć się uwolnić od takich numerów, jakie wypłeniają… niech policzę… dwudziesty pierwszy album w dyskografii Motörhead. W zasadzie wszystkie krążki tej kapeli są do siebie podobne, ale ja sobie kurwa nie wyobrażam, aby Lemmy kiedykolwiek zmienił styl. Jasne, mieli krążki bardziej metalowe i bardziej rock and rollowe. „The Wörld Is Yours” zdecydowanie bliżej jest do tej drugiej grupy. Niektóre riffy są wręcz podręcznikowym przykładem zapożyczania z muzyki lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych. Taki „Get Back In Line” – przecież to kawałek jakby żywcem wydarty z taktych lat! No ale jakby mogło być inaczej, skoro, jak słusznie twierdzi pan Kilmister, „Rock n Roll music is the true religion…”. Oj, ma rację, Rock’n’Roll to jedyna prawdziwa religia, a obecnie Motörhead są jej papieżami, nieomylnymi, niosącymi nam szczęśliwą nowinę raz na rok czy dwa. Ten album nie ma ani jednej nanosekundy, o której można by powiedzieć, że jest słaba, średnia, nijaka czy nieautentyczna. Muzyka przenika wasze jestestwo. W odróżnieniu od AC/DC, którym zdarzyło się wydawać albumy średnie, Motörhead nie splamił swego honoru nigdy taką płytą. Niedawno mieliśmy kolejną okazję do alkoholizacji – święto trzech króli. O tak, trio z Motörhead niczym trójosobowe wcielenie króla Midasa zamieniają w złoto każdy dźwięk, jaki wyjdzie spod ich palców, gdy tylko chwytają za instrumenty. W zasadzie, co by pozytywnego nie napisać o tym zespole, będzie prawdą i truizmem. Nie będę więc się dalej rozpisywał. Na koniec powiem tak: jest taki film „Airheads”, w którym pada mniej więcej takie pytanie: Kto wygrałby pojedynek między Lemmy’m a bogiem. Każdy kto oglądał film, zna odpowiedź. „The Wörld Is Yours” jedynie ją potwierdza. Na kolana.





