Wydawca: Inferna Profundus Records

Kurde, pamiętam, jak poznałem litewskiego Luctusa. Onegdaj Oracle popełnił reckę ich pełniaka „Rysys”. Ja włączyłem potem płytkę i przepadłem (notabene, do dzisiaj uważam, że to dokurwiony album, a kto się nie zgadza, ten zasługuje na gwałt przez ucho). Śledziłem pilnie ich kolejne dokonania i gdy zamilkli po poprzednim „Užribis”, to już powoli człowiek zaczynał kłaść na nich kreskę. Tymczasem Kommander L. zebrał ekipę zuchów i powrócił z nowym pełniakiem. I wierzcie mi, warto było czekać.

Tym, co na wjazd przykuwa oko, jest świetna okładka. Ponownie jest to małe arcydzieło autorstwa Jose Gabriela Alegría Sabogala, przy czym, co w sumie normalne dla Luctusa, przesiąknięta symboliką. Nie znam litewskiego, więc niestety nie wiem, jak mocno łączy się z tekstami, ale mariaż konceptu labiryntu oraz Perseusza wespół z Gorgonami robi moim oczętom bardzo dobrze. No i zajebiście wygląda na koszulce, polecam. Piąty pełniak Litwinów nie bawi się w pierdololo, nie bierze jeńców, tylko chwyta za gardło i wciąga w odmęty. Riffy z jednej strony smagają bezlitośnie szarpiąc z każdej strony, z drugiej przygniatają ciężarem czemu pomaga kapitalna praca perkusji oraz charczący wokal Kommandera. Są nawet krótkie, ale jakże dobitne solówki stanowiące swoistą kropkę nad „i”. „Tamsošviesa” jawi mi się, jako album totalny w dyskografii Luctusa. Najbardziej dojrzała i w pełni dopracowana przez nich forma black metalu, w której się świetnie odnajdują, i która warta była czekania jebanych pięciu lat. Nie zatracono jednocześnie tego lekko okultystyczno – onirycznego klimatu, który tak dobrze wychodzi kapeli. Jaram się, jak pochodnia na koncercie Watain, za którą chwytają Młode Zuchy.

Jeśli miałbym pomarudzić, to tylko na jedną rzecz. Brakuje mi trochę tej transowej cząstki Luctusa, jaka była w „Rysys”. Pewnie, ich obecne, gniewne wydanie jest zajebiste, ale nie narzekałbym na lekki powrót poprzedniego stylu, który aż rezonował w duszy (co wtedy dobrze współgrało z nastawieniem Kommandera, o czym ładnie onegdaj mi opowiedział o tutej).

Luctus wypuścił swoje, jak na razie, opus magnum. „Tamsošviesa” jest dopracowana w każdym możliwym aspekcie i grzechem ciężkim jest choć raz nie przesłuchać tego albumu. Pozycja obowiązkowa.

Bart
774 tekstów

Piękny, dostojny inteligent. Miłośnik jadła, tynktur i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Massteron „Second in the Spheres”Recenzje

Massteron „Second in the Spheres”

OracleOracle14 września 2026
Nargaroth „Apocalyptic Steel”Recenzje

Nargaroth „Apocalyptic Steel”

PathologistPathologist12 września 2026
Tyrant Wrath „Dödsdans”Recenzje

Tyrant Wrath „Dödsdans”

OracleOracle11 września 2026

Skomentuj