Mniej więcej rok temu redaktor inżynier Pleban zrecenzował ostatni jak dotąd materiał małopolskiej grupy Kult Mogił. Możecie więc być zdziwieni, dlaczego znów czytacie recenzję tej EPki. Już Wam powiem: nie przez ponowny przelew, ale dlatego, że grupa wydała ją nareszcie na fizycznym nośniku.
Pod kątem muzycznym Pleban tak pisał o tym krążku: „Od pierwszego numeru jest już ten intensywny smaczek death metalu w ich niestandardowym wykonaniu. Pierwszy numer skrada solidne 30% czasu antenowego, a po nim przychodzi pora na cztery krótsze. I żaden nie jest moim faworytem, bo na pochwałę zasługuje po prostu całość.”
I ja się z nim zgadzam, czyli niniejszym utrzymujemy linię redakcyjną. Od siebie dodam jeszcze może, że to pierwszy materiał od dobrych kilku lat, którego faktycznie słucham z przyjemnością i wracam pomimo zrecenzowania. Bo wcześniejsze materiały, poza demówką z 2015 roku, to po zrecenzowaniu wędrowały na półkę i nie wiem czy do nich rzeczywiście wracałem. Natomiast „Fenêtres de l’enfer” kręcił się i przed recenzją, a i podejrzewam że po wystukaniu tych kilkunastu zdań też będę doń powracał. Muzyka nie stała się prostsza, bo Kult Mogił ten swój death metal czyni dość złożonym, ale zarazem ta EPka jest najbardziej bezpośrednim materiałem ze wszystkich sygnowanych ich logówką. Podoba mi się też, jak w zespole odnalazł się Filip, który za mikrofonem zastąpił Leviego. Ten stary herbatnik jakoś nie sprawdzał się w moim przekonaniu w Kulcie Mogił, zaś wspomniany młody wilk – jak najbardziej.
A skoro recenzja ma miejsce z uwagi na fizyczną premierę płyty, pasowałoby rzec coś o samym wydaniu. No cóż – jest. Możecie dotknąć, położyć na biurku albo podrapać się nim po plecach, tam pod łopatką gdzie zawsze swędzi a nie zawsze dostaniecie komfortowo. Bo krążek wydany jest bardzo ascetycznie – ot, wkładka czterostronicowa i tyle. Bez fajerwerków. Mnie to nie przeszkadza, ale pewnie niektórym rozpuszczonym jak dziadoski bicz metaluszkom może nie pasować do końca. Trudno – dla nich wypuszcza się zapewne wooden boxy i limitowane do stu tysięcy wersje w szesnastu kolorach.
Natomiast jeśli chcecie dać się przemielić temu wymagającemu, ale mimo wszystko bezpośredniemu materiałowi, Kult Mogił służy uprzejmie. Bardzo dobra EPka, ja polecam.
https://www.facebook.com/kultmogil





