Wydawca: Pulverised Records
W zasadzie powinienem napisać, że oto i hiszpański Jade wydaje nowy krążek pod tytułem „Mysteries of a Flowery Dream” i że koniecznie musicie go mieć, a na pytanie dlaczego odesłać Was do wcześniejszych recenzji tej grupy.
Nie musielibyście po raz wtóry czytać peanów dla tego zespołu, które z wydawnictwa na wydawnictwo są coraz bardziej ekstatyczne (tak, najwyraźniej jest to możliwe), ja też miałbym ułatwione zadanie, bowiem ileż można się zachwycać zespołem, który trafi może do kilkuset osób na tej planecie? Smutne to trochę, że takie perły jak ta (i wcześniejsze) płyty zespołu przechodzą bez echa, tylko dlatego, że jakiś inny zespół, napompowany niebotyczną promocją spuszcza się nad jakimś wtórnym kawałkiem plastiku, tylko dla zgrywy nazwanym „metalem”.
Natomiast na „Mysteries of a Flowery Dream” dostajecie najwyższych lotów miks death metalu z atmosferycznym graniem, nie stroniącym od innych wpływów spod znaku muzyki ekstremalnej. Innymi słowy amalgamat, w którym zamiast rtęci dostajemy death metal, a kolejnymi składnikami są i black metal i doom metal i progresywno – atmosferyczne elementy, trzymane w jednym naczyniu. Wymieszane ze sobą bardzo mocno, przez co tworzące spójną całość. Choć w porównaniu do numerów ze splitu, na najnowszej płycie dostajemy stosunkowo mniej wyraźne wpływy Candlemass. Cały czas też gdzieś tam słychać twórców „Roman Acupuncture”, ale nie są to już tak mocno bijące po uszach motywy. I nieustannie czuć u muzyków Jade zamiłowanie do progresywnych klimatów w stylu Pink Floyd z jednej strony, ale też Opeth z ery „Morningrise” do „Still Life”. Jeśli weźmiemy pod uwagę ilość nazw, którymi tutaj sobie szafuję, brzmi to dość karkołomnie, ale ja Was po raz kolejny pragnę zapewnić, że Hiszpanie wychodzą z tarczą z tej próby. Muzycy poruszają się tu z olbrzymią klasą i – co nie dla wszystkich może być oczywiste – wypracowanym już własnym stylem. „Mysteries of a Flowery Dream” to po prostu kolejny stopień w ich rozwoju. Nieosiągalny dla wielu zespołów.
Klasycznie już całości dopełnia okładka, która i na poziomie wizualnym i symbolicznym oddaje zawartość płyty. Niejednoznaczne, rozmyte elementy tworzące oczywistą całość. Jak zwykle – jestem pod olbrzymim wrażeniem. Jade jest zespołem tak bardzo nietuzinkowym i tworzącym doskonałą muzykę – poświęćcie te czterdzieści minut swojego cennego czasu i zanurzcie się w dźwięki tej grupy. Wspaniały album.
http://www.pulverised.net/
https://facebook.com/jadestonemask





