„Młodości, ty ponad poziomy wylatuj” pisał kilka tygodni temu wieszcz Adam. Skojarzyło mi się, bo Indignity to kapela młoda stażem, nie wiem jak wiekiem, ale raczej żaden nie poszedł w ramach celebracji osiemnastki na próbę Venom. A jak z tymi poziomami?
Kurna, w sumie to nie wiem. Na ich debiutanckiej demówce „Decrepitutde” wszystko cyka, brzęczy i buczy jak się patrzy. Tylko jak się przestanie patrzeć to gdzieś mi to umyka. Zasadniczo Indignity lubuje się w death metalowych dźwiękach, całkiem brutalnych, z odpowiednią dawką bujnięcia, ale i od techniki panowie też się nie odżegnują. Źle nie jest, tylko cholernie to wszystko już ograne, bo ja zespołów podobnych do Indignity słyszałem na pęczki i są fajne jako otwieracz na koncercie przez piętnaście minut albo przez piętnaście minut z demówki takiej jak ta. Bo faktycznie – kwadrans z muzyką Indignity to całkiem wporzo spędzony czas. Nawet brzmi to bardzo dobrze. Przy czym podejrzewam, że za pół roku czy rok nie odróżnię zespołu Indignity od jakiegoś innego, poruszającego się w tym stylu. No ale to można też zwalić na karb tego, że niekoniecznie ta półka, na której leży „Decrepitude” należy do najczęściej przeze mnie odwiedzanych.
Reasumując – jak na debiut jest OK. Jak na (uwaga, sam wymyśliłem termin!) rather brutal death metal (fajny, nie?) jest OK. Jak na support też będzie OK. Ogólnie – jest OK.
Ocena: 6/10
Tracklist:
| 1. | Violence Escalation | ||
| 2. | Soldier of My Own | ||
| 3. | Skull Trepanation |





Proponuję „somewhat brutal death metal”