Ja nawet nie wiem, jak trafiła do mnie płyta zespołu Here on Earth zatytułowana „Zaświat”. Pamiętam, że odsłuchałem ją po rozpakowaniu i rzuciłem w kąt, bo w ogóle mi nie podeszła. I tak przeleżała sporo czasu, aż podjąłem męską decyzję.
Mianowicie, że poświęcę na nią parę godzin i w końcu skrobnę coś na jej temat. A uwierzcie mi – to nie jest proste w moim przypadku gdy zespół pisze o sobie „gramy nowoczesny metal i rock”. Czy jest to metal? Nie jestem do końca przekonany. Mocne uderzenie, granie z pazurem, tego typu określenia cisną mi się na usta – co w tym przypadku nie jest zaletą. „Zaświat” to rzeczywiście taki mocniejszy rock, który chwilami gdzieś tam ociera się o metal – dość niezgrabnie, jak kuc o dziewoję na rockotece. Te gitary niby ciężkie, ale to taki ciężar trochę pozorowany, do tego sporo klawiszy, które wcale nie są tutaj tłem – często odgrywają dość ważną rolę. Same piosenki (tak, w tym przypadku spokojnie używam określenia „piosenki”) cechują się sporą dawką melodii. Polskie teksty zaśpiewane są czystym, przebojowym i łagodnym głosem Krzysztofa. Całość natomiast ubrana jest w taki emocjonalno – klimatyczny nastrój, trochę w stylu power ballad, trochę w stylu piosenek dla zakochanej młodzieży. Bez ironii, Here on Earth spokojnie odnalazłoby się moim zdaniem na Festiwalu w Opolu czy Sopocie, myślę też że nikt nie wygwizdałby ich jako suport Braci albo Comy. I w jakiś sposób pewnie to dobre granie, ale totalnie nie dla mnie.
U Here on Earth słychać aspiracje do występów na wielkich scenach, w telewizji czy przed sporś publicznością. Dej im panie boże, ja na takie koncerty nie chadzam, telewizji nie oglądam, więc w paradę wchodzić mi nie będą. Natomiast wiem, jak nikłe są szanse, że ktoś z Was zachwyci się „Zaświatem”. To nie jest metal, to nie jest muzyka dla czytelnika Chaos Vault. To ładny ciężki rock dla ciut bardziej otwartych normalsów. Tyle ode mnie.
https://www.facebook.com/hereonearthpl





