Wydawca: Nuclear Blast Records

Czy istnieją zespoły, które nie zawodzą? W moim prywatnym rankingu jest takich kilka. A jednym z nich jest właśnie Immolation. Zespół bez ani jednej słabej płyty czy nudnego okresu w dyskografii. „Acts of God” potwierdza to.

Jedenasty album w dyskografii zespołu przynosi niemal godzinę muzyki, do jakiej przyzwyczaił nas kwartet z Yonkers. Ze wszystkimi znanymi i lubianymi rozwiązaniami. Brutalność tego albumu i bezwzględność nic się nie zmieniła w porównaniu do poprzedniczek. Okładka autorstwa Elirana Kantora jakoś tam podprogowo przywodzi na myśl „Dawn of Possession” a jak z muzyką? Aż tak to nie, w dalszym ciągu jest to płyta w stylu poprzednich powiedzmy pięciu wydawnictw – ale oczywiście bardzo mnie to cieszy, bo jak już przeczytaliście wyżej – w ich przypadku łykam wszystko jak młody pelikan. Nie ma też na tym krążku numerów, które w jakiś sposób wybijały by się ponad inne. Wiecie, nie ma tutaj hitów w stylu „Father, You’re Not a Father”, „No Jesus No Beast” i tak dalej,„Acts of God” to kurewsko równa płyta. Ale są oczywiście kawałki które w jakiś sposób bardziej zapadają mi w pamięć od innych – „When Halos Burns” czy „Let the Darkness In” mają takie aspiracje. Natomiast kości miażdżą wszystkie, bez wyjątku – od zaczynającego całość „Abandoned” po zamykający „Apostle”, przez pięćdziesiąt minut z okładem jesteśmy poddawani destrukcyjnemu oddziaływaniu muzyki Immolation – w stylu dobrze znanym od lat. Ci kolesie się ni chuja nie starzeją – popatrzcie czy posłuchajcie części innych starych załóg death metalowych, a następnie zestawcie ich ostatnie wydawnictwa z adekwatnymi albumami ekipy Vigny – dla mnie z tego starcia praktycznie każdorazowo to właśnie Immolation wychodzi zwycięsko. Wokale Rossa są niezmiennie kwintesencją brutalności i wściekłości, a Bouks jest godnym następcą Billa Taylora. Ponadto jest to jedna z naprawdę nielicznych grup death metalowych, która może nagrywać pięćdziesięciominutowe molochy a ja się przy nich nie nudzę i łykam je na raz. Czyli wszystko po staremu.

Immolation po raz kolejny pokazało więc, kto jest w forpoczcie najważniejszych death metalowych graczy na światowej scenie, kto wyznacza standardy i kto należy do liderów, a nie naśladowców.

Ocena: 9/10

Oracle
19426 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

One Comment

  • Ami mala khete pachanda kari pisze:

    Diabolical Conquest, czy Effigy of the Forgotten nie przebili, ale takie płyty nagrywa sie rzadko, brakuje mie troche szybkości i jakiś innowacji np. syntezatora, akordeonu w tle, albo sarngi w intrach i outrach, ale jak na kapele, która zaczynała w latach 80-tych ubiegłego millenium to trzymaja sie nader poprawnie

Skomentuj