Wydawca: Putrid Cult
War metal z Kanady. Czego chcieć więcej? Hexifixion to nowo powstała horda, która na cel obrała sobie kopanie, rozjeżdżanie, okaleczanie i opluwanie słuchacza.
To kawał porządnego bestialskiego grania, które nie sili się na jakieś odmienności, a raczej chce być jak Ci koledzy z JuEsEj bądź okolic Edmonton. Pędzące ku nicości chwyty sprawiają, że człowiek zaczyna zgrzytać z przyjemności zębami, a gdy dojdzie do tąpnięcia i wszystko zwolni, to rozwalasz łeb o najbliższą ścianę. Perka dudni, klekocze i w pewnych momentach brzmi jakby Pan perkusista, po prostu ciskał sobie werblem po podłodze. Wspaniale. Wokal brzmi zaś tak samo, jak moja maszynka do mielenia mięsa, gdy robię sobie mielone.
Burdel w mózgu po odsłuchaniu tego długograja macie gwarantowany. I to się chwali jak jasna cholera. Myślę, że Kanadyjczycy nie powiedzieli ostatniego słowa i jest to dla nich tylko rozgrzewka i prawdziwy wpierdol dopiero nadejdzie. Ode mnie album otrzymuje medal z kartofla i rekomendację. War metal w czystej postaci…
Ocena: 8/10
Tracklista:
1. Hekate mit uns
2. Black Flame (Mocking the True Name of Yahweh)
3. Willing Possessed
4. Lust and Lunacy
5. Goatslut Mutation
6. Wrghlgrgtxl




