Skip to main content

Helrunar - NiederkunfftWydawca: Prophecy Productions / Lupus Lounge

Po 4 latach abstynencji i niemocy twórczej niemiecki Helrunar powraca z nowym krążkiem. Krążkiem ciekawym ale czy wnoszącym coś nowego do twórczości black metalowców z Nadrenii Północnej Westfalii ?

Po dość średnim, rozdmuchanym na dwie części “Sól” Helrunar jakby “zamroził” moc twórczą i dalej śrubuje swoją muzykę oscylującą w klimatach dwóch pierwszych dokonań zespołu. To bardzo bezpieczny zabieg biorąc pod uwagę opuszczenie zespołu przez jego główną podstawę: Dionysos’a. Dlaczego ? Ano dlatego, że słucha się nowego dzieła Niemców dosyć luźno, rzekłbym nawet przyjemnie. Jednak z wrażeniem, że gdzieś to jakiś czas temu (dokładnie 8 lat) słyszałem. Miejscami ciekawe momenty, czy też prosta na swój sposób folkowa materia i paganizacja na “Niederkunfft” oczywiście przykuwają mocniej do słuchawek, ale nie jest to coś, co mocno zapada w pamięć. Słucham bowiem tego albumu przeszło od miesiąca i ciągle nie mogę znaleźć pierwiastka odpowiadającego za jego genialność czy też wyjątkowość. Siła ciężkości jest tutaj co prawda rozłożona równomiernie: klimat (akustyczne przejścia, chóry czy też inkantacje – “Grimmig Tod”), soczysty sound z charakterystycznym brzmieniem gitar oraz ciekawy koncept (“Magdeburg brennt”) ubrany miejscami wręcz w doom metalowy klimat. Jednak jak zwykle w takich wypadkach, brakuje odpowiedniego punktu zaczepienia. Takie kawałki jak “Der Endchrist” czy – anglojęzyczny (po ki diabeł ta jebana anglo-globalizacja?) – “Devils Devils Everywhere!” co prawda nadają pewnego kształtu całości i miejscami przywołują chociażby klimaty rodem z genialnego “Baldr Ok Iss” ale nie jest to już ta sama moc jak na początku kariery zespołu. Taki powrót do przeszłości jak najbardziej jest miejscami potrzebny, bo odpowiednie fundamenty muzyki Helrunar są na “Niederkunfft” słyszalne bardzo dobrze. Nie mniej nie ma tego czynnika zaskoczenia, który w tym wypadku byłby mocno wskazany.

Helrunar na “Niederkunfft” jest w formie, potrafi genialnie namalować muzyką klimat zimnej nordyckiej części Europy. Nie jestem więc ani zawiedziony, ani też mocno zadowolony. “Niederkunfft” jest świetną kontynuacją dwóch wcześniejszych wydawnictw zespołu nie wnosząc jednocześnie zbyt wielu innowacji. Czas zweryfikuje, co będzie dalej.

Ocena: 7,5/10

Tracklista:

1. Niederkunfft
2. Der Endchrist
3. Totentanz
4. Devils Devils Everywhere!
5. Magdeburg brennt
6. Grimmig Tod
7. Die Kirch ist umbgekehret
8. The Hiebner Prophecy

Łysy
817 tekstów

Grafoman. Koneser i nałogowy degustator Browaru Zakładowego. Fan śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Newsy

Goatsodomizer debiutuje

OracleOracle16 lutego 2016

Skomentuj