Wydawca: Bestial Invasion Records
Pamiętałem, że recenzowałem już „Breathing for the Filth”, nie pamiętam, że recenzowałem „Burn with Me”. A to przez to, że to pierwsze mi się podobało, a to drugie tak se. A jak będzie z „Pressure from the Depths”?
Zakładam, że będę pamiętał. Bowiem ten trzeci materiał, za który odpowiada jednoosobowy projekt Hell Poison jest bezpośrednią kontynuacją właśnie dwójeczki. Stojący za całością Ramon totalnie czuje, jak powinno grać się black/speed metal bez zbędnej spiny. Cztery lata przerwy między tymi krążkami w zasadzie absolutnie nie wpłynęło ujemnie na formę Hell Poison. Cały czas muzyka z tej płyty to parzący w dłonie koktajl mołotowa, którym aż chce się rzucić w kierunku najbliższego obiektu kultu. Odnoszę wrażenie, że na „Pressure from the Depths” jest tym razem jakby więcej thrash metalowych wpływów, w stylu wczesnego Exodus choćby. Ale przede wszystkim, niezmiennie (przynajmniej od czasu poprzedniej płyty) słychać, że ktoś tu łyka każdą nutę wyplutą przez Midnight. Szczególnie jest to słyszalne w takich numerach jak „Wild Night Fever” czy „Released (in Pain)”, a fragmentami również w innych. I fajno – choć obecnie jakoś rzadziej wracam do nowszych albumów Midnight, to jednak cały czas bardzo lubię ekipę z Clevland. A tym samym – lubię też ten jednoosobowy projekt z miejscowości o nazwie Teresina.
Muzyka Hell Poison bowiem po prostu nie może się nie podobać, jeśli w żyłach zamiast krwi płynie komuś piwo wymieszane ze świeżo spuszczoną surówką z pieca hutniczego. Zero oryginalności – maksimum zabawy, czysty pierdolony czarny speed metal. Zdecydowanie jestem na tak.
http://www.bestialinvasionrecords.com/
https://www.facebook.com/pages/Hell-Poison/640356809402446?ref=profile





