Wydawca: Sami sobie wydali!
Pamiętacie Hekatomb? Końcem 2023 ukazał się debiut szczecińskiej grupy zatytułowany „Korosta”. Była to płyta nad wyraz udana, eksplorująca życie i przygody „Ojca Syjonu” — Iwana Muraszki.
Po niecałych półtora roku dostaliśmy kolejny rozdział, a nawet dwa, w księdze Hekatomb. Tak, tytuł was nie myli. Mamy tutaj album dwupłytowy z dwiema oddzielnymi historiami. I jakby to powiedzieć…? Jest to coś, czego nie spodziewałem się po Hekatomb, a z drugiej strony jest to coś, co Hekatomb mógłby nagrać. Zagmatwane, prawda?

Pierwsza płyta z podtytułem „Terminal Devotion” ponownie obraca się w tematyce religijnej. Sekty, a dokładniej masowe śmierci wywołane uniesieniem religijnym. Na płycie znaleźli się tacy panowie jak Marshall Applewhite ze swoim kultowym „planet earth about to be recycled” czy David Koresh. Jednak nawiązań można znaleźć więcej. Ba, jeden kawałek to interpretacja słów i muzyki stworzonej przez jednego z „fałszywych” proroków.
I tutaj pojawia się największy plot twist — jest to album ambientowo-industrialny z małymi naleciałościami black metalu. Metalu, który oddaje pokłon tej bardziej „epickiej” stronie Bathory i oczywiście nad wszystkim unosi się duch Burzum. Volume 1 brzmi iście apokaliptycznie i stanowi faktyczne świadectwo tego, jak można religijnie wyprać komuś mózg, by potem zmusić go do odprawienia się na drugą stronę.
Zawarto tutaj trzy utwory o łącznej długości nieprzekraczającej 35 minut — każdy utwór to coraz większe odmęty sekciarskiego szaleństwa. Bosko. Nie spodziewałem się takiego krążka, jestem naprawdę zachwycony. Ba, pisząc teraz tę reckę, słucham sobie przemówień Heaven’s Gate — tak mnie wkręcili w sekciarskie klimaty.

Płyta druga z podtytułem „Where Cold Winds Blow” zaś to samotna wyprawa w góry w celu dokonania żywota. Góry, w których sypie śnieg i wieje przeraźliwie zimny wiatr, smagający twarz samotnego wędrowca. Ponownie otrzymujemy trzy numery, tym razem niecałe 24 minuty, i zimny, siarczysty black metal kłaniający się Skandynawii. Bije z tego taki chłód, że schładzaliśmy się podczas majówki tym albumem. Jest to naprawdę porządny black metal (szkoda, że nie pokuszono się ponownie o teksty w języku polskim), jednak według mnie całkowicie zostaje pożarty przez pierwszą płytę. Tak, te ambienty wryły mi się w głowę!
Jest to naprawdę porządne wydawnictwo — tak jak poprzednie. Hekatomb nie spoczywa na laurach i myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Czy to w duchowym uniesieniu, bądź podczas górskiej wyprawy.




