Wydawca: Inverse Records

Dawno nie zostałem postawiony przed podobnym wyzwaniem. Guitar Force ze swoim najnowszym albumem wystawił na próbę nie tylko moje biedne uszy, ale przede wszystkim cierpliwość. A tej ostatniej ponoć mi nie brakuje.

Opowiem Wam pewną historię. Może jest zmyślona, a może prawdziwa. Dawno temu pewien rzeszowski gitarzysta o wyraźnie dużych ambicjach – nazwijmy go dla niepoznaki Habko – zamienił kapelę S. na hejvi metalowy band na M. Sławy poza Podkarpaciem większej projekt ten nie zdobył. I to mimo „zawarcia” paktu ze samym Bogiem i oddaniu hołdu jedynemu słusznemu papieżowi. Ba, nie pomogło nawet nagranie „hymnu” dla pewnej żużlowej drużyny ( i nie mam tutaj na myśli Unii Tarnów, bo to jak wiadomo nie jest polski klub). Zespół na M. dalej pozostałym prowincjonalnym bandem. W pewnym momencie nasz gitarzysta o ogromniastych ambicjach założył szkołę muzyczną, gdzie zaczęto produkować „muzyków”, tworzących masę nikomu niepotrzebnych, gównianych zespołów. W tzw. międzyczasie powstał Guitar Force, a nasz gitarzysta Habko odszedł, czy tam został wykopsany z kapeli na M. Cóż więc miał zrobić. Całe swoje ogromne ambicje skupił na szkole i Guitar Force. W tym pierwszym wypadku robił to pewnie po to, by młodzi złapali muzycznego bakcyla, pozytywnie nastawili się do świata, a unikali jego mrocznych pułapek w postaci alkoholu, narkotyków i bułek z dżemem i cebulą. W tym drugim pewnie dlatego, aby nagrywać super muzykę i zdobyć sławę, podpisać kontrakt z międzynarodową (kurwa, serio? :]) wytwórnią i grać koncerty za granicą. Nie tylko województwa, ale nawet kraju. Z tego wszystkiego udały mu się dwie ostatnie rzeczy. Problem polega na tym, że nie ta pierwsza. Bo Guitar Force nagrał płytę do bólu nudną, schematyczną, a przede wszystkim gównianą. Stworzył bezjajeczne połączenie rocka, heavy metalu z konotacjami do najbardziej różowego power metalu, dziewczęcych wokali i skrzypiec. Kurwa, Alibabki miały więcej ognia, a Luca Turilli testosteronu. Avantasia to przy Guitar Force szczyt ekstremy i brudu. Nie wiem dla kogo jest to muzyka. Może sprawdzi się na świetlicy do usypiania zastępu pszczółek, żuczków, czy jak się tam teraz te grupy przedszkolaków nazywają.  OMIJAJCIE SZEROKIM ŁUKIEM.

Nigdy więcej.

Ocena: 1/10

Tracklist:

01.To The End Of The World With Ronin
02. Tribute
03. Punishment
04. Nurt
05. At The Crossroads
06. Magical Power
07. Without Names
08. Forever
09. Another World
10. White Lady

Ef
4727 tekstów

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Chainlacing „Messuage”Recenzje

Chainlacing „Messuage”

BartBart18 września 2026
Jóse Luis Cano Barrón „Sarcófago. Sex, Drinks & Metal”Recenzje

Jóse Luis Cano Barrón „Sarcófago. Sex, Drinks & Metal”

OracleOracle16 września 2026
Warfist „Totengasse”Recenzje

Warfist „Totengasse”

BartBart15 września 2026

Skomentuj