Wydawca: Fallen Empire Records

Po wielkim boomie na islandzką scenę metalową moje zainteresowanie co do tego rejonu muzycznego mocno osłabło. Co rusz to pojawiające się nowe wynalazki nie były w stanie mnie wciągnąć na dłużej. W końcu jednak trafiłem na coś, co przykuło moją uwagę. Mianowicie na Guðveiki. Twór powołany – a jakże – przez kolesi grających chociażby w Martröð czy Chaos Moon.

Pierwszą rzeczą która mnie zmiażdżyła po odpaleniu “Vængför” była masywna ilość zimnych blastów wylewających się z głośników. Takiej precyzji w zadawaniu ciosów nie słyszałem od czasu ostatniego Ulcerate. I nie, nie chodzi mi tutaj bynajmniej o techniczną masturbację, nastawioną na ilość połamanych rytmów, ale sam fakt ich mocy i brzmienia. Zimnego, surowego, wręcz zdehumanizowanego i pozbawionego jakiejkolwiek skazy. To było coś, co wpadło mi do głowy i nie chciało z niej wyjść przez pierwsze kilka dni obcowania z tym materiałem. Mało tego, dodatkową robotę zrobiły – i robią mi nadal – wokale. Czyste, ale równie chore, co miejscami przerażające, jakby pochodziły z innego wymiaru, w którym piekło nie jest gorące, acz zimne, a temperatura w nim trzyma się poniżej zera absolutnego. No i oczywiście nie można zapomnieć o gitarach. Równie zimnych, co szybko pędzących niczym lodowy huragan (“Blóðhunang” i te solówki wieńczące “Hin endalausa”). I tak oto właśnie z połączenia tych trzech elementów na “Vængför” dostajemy surowość islandzkiego black metalu z jego brutalnością, chaosem i przestrzenią naładowaną atmosferą (“Fóstureyðing stjarna”) oraz ciężar i duchotę death metalu (tytułowy “Vængför”) zakorzenionego gdzieś po drugiej stronie globu, gdzie kangury zaglądają do mieszkań, a zegary otwierają portale do światów równoległych. Taki miks ubrany w niemal sterylne brzmienie czyni z “Vængför” dziełem nie tyle co wybitnym, ale zdecydowanie wybijającym się ponad inne i skutecznie wciągającym już od pierwszych sekund, jak nieskończona otchłań czarnej materii.

Gdybym ten materiał odkrył nieco wcześniej, na pewno postawiłbym go o wiele wyżej niż tylko w pierwszej dziesiątce podsumowania 2018 roku. Warte grzechu.

Ocena: 9/10

https://www.youtube.com/watch?v=STPOHhgOkmM

Tracklista:
1. Fóstureyðing stjarna
2. Blóðhunang
3. Hin endalausa
4. Vængför
5. Gullveigar sverðsins
6. Undan stormi eiturtára

Łysy
1057 tekstów

Grafoman. Fan śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj