Skip to main content

Wydawca: Prophecy Productions

Jakimś wybitnym fanem gotyku to mnie nazwać nie można. Nie załapałem się na falę gothic metalu na początku lat dziewięćdziesiątych, przy kolejnej na przełomie tysiącleci uważałem to za lalusiowanie – ja chciałem wtedy słuchać kurwa Mayhem a nie chłopa w sukience.

A dziś człowiek starszy, ma szersze horyzonty… To i czasem i gotykiem nie pogardzi. No i wpadła mi na przykład taka płyta zespołu Gospelheim z Wielkiej Brytanii. Spodobała mi się okładka – przyznaję się. Jeśli bym najpierw spojrzał na zdjęcia zespołu – wielce prawdopodobne, że olałbym „Ritual & Repetition”. No cóż, jeszcze nie wszystkich pierwiastków ignorancji się wyzbyłem. Wróćmy jednak do muzyki. No, jest to gothic metal, na szczęście inny niż ten, do jakiego przyzwyczaiły nas te wszystkie Artrosisy czy Delighty dwadzieścia lat temu. Gospelheim przede wszystkim porusza się po obszarach, które można w bardziej zdecydowany sposób nazwać metalowymi. Na przykład taki „Into Smithereens” – pomimo że jest mocno melodyjnym utworem, chwilami dość melancholijnym, to już w pewnych momentach sekcja rytmiczna jest iście black metalowa. Zaletą debiutu Brytyjczyków jest rozpiętość stylistyczna – bo w takim „Satan Blues” mamy doskonały, bujający feeling. A na przykład „Vouyeristic Schism” uderza w nas nostalgicznym nastrojem, z dość dynamicznymi refrenami. Utwory Gospelheim są przebojowe, chwilami nawiązują do popowej ekspresji i chwytliwości. W parze z muzyką idzie sfera wokalna, choć obawiam się, że dla wielu osób będzie to z kolei dodatkowa przeszkoda. Pewnie część z Was odrzuci męski wokal (mamy tu bowiem wokal damski i męski), bo mnie na przykład w chuj kojarzył się z Pet Shop Boys… Tak, dobrze czytacie. Ja się długo do niego przekonywałem i nie wiem, czy przekonałem się do końca. Chwilami jestem jednak dość konserwatywny, może nie jak Janusz Kowalski metalu, ale jednak…

W ogólnym rozrachunku jednak, po dość długich bojach z tą płytą (zacząłem przygodę z nią początkiem października) dochodzę do wniosku, że to fajny album. Nie jest to moja topka zeszłego roku, nie jest to też krążek który będę chciał mieć na półce, ale po wielu wielu przesłuchaniach coś w końcu pykło – i mogę powiedzieć, że jest fajny i solidny, szczególnie jak na gatunek w którym na co dzień nie siedzę.

Ocena: 7/10

Oracle
16678 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Morketida
Newsy

Wieści od Morketida

OracleOracle8 kwietnia 2020
Newsy

Zmarł Boris Podsoblyayev

OracleOracle27 kwietnia 2019

Skomentuj