Wydawca: Agonia Records
Glorior Belli poznałem w momencie, gdy ogłoszono ich uczestnictwo w pierwszej edycji Grim Harvest Festival w Rzeszowie. Coś się tam jednak posypało i ostatecznie zastąpili ich nasi krajanie z Infernal War. Kiedyś za punkt honoru uważałem zapoznanie się przed gigiem z każdym wykonawcą. Teraz bywa z tym różnie…
W każdym razie przesłuchałem ich dwie pierwsze płyty, które spodobały mi się do tego stopnia, że nic z nich nie pamiętam. Potem wziąłem jeszcze na warsztat „Meet Us at the Southern Sign”, które to wydawnictwo było całkiem niezłe. Niestety zapomniałem o tych francuzach na parę dobrych lat, a teraz wracają z nowym wydawnictwem zatytułowanym „Sundown (The Flock That Welcomes)”. Słucham sobie tego krążka po raz kolejny i jestem przekonany, że jest naprawdę dobrze. Francuski black metal zawsze miał coś w sobie. Jeśli członkowie francuskich kapel black metalowych nie noszą obcisłych gaci z lajkry i żabotów to przeważnie grają niezłą muzykę. Tak jest w przypadku Glorior Belli. Nie napisze wam, jak ten album ma się do poprzednich dwóch, ale „Meet Us at the Southern Sign” naprawdę mi się podobał i czuję, że „Sundown (The Flock That Welcomes)” i ten album mają sporo wspólnego. Pomysłowe riffy i niebanalne patenty zamknięte w black metalowej stylistyce. Stylistyka ta niejednokrotnie jest jednak łamana, przez co nie ma mowy o nudzie. Jedynie co może drażnić to spora ilość melodyjnych motywów, które oddalają muzykę francuzów do kanonu czarnego metalu. Taki „Rebels In Disguise” może ortodoksom stanąć ością w gardle, ale mi się podoba. Mamy też na tej płycie niemały przebój. Tytułowy „Sundown (The Flock That Welcomes)” na koncertach będzie się sprawdzał znakomicie ze względu na solidny „ogień” i skandujący refren.
Ocenę zaokrąglę nieco w górę i myślę, że będzie sprawiedliwie. Mnie się ta płyta podoba.
Ocena: 8/10
Tracklist:





