Wydawca: Darker Than Black
To bodaj trzecia płyta w tym miesiącu wydana przez DTB, którą dane mi jest recenzować. Galdr – do tej pory mi w ogóle nie znany – bytuje sobie w USA i gra tak jak ktoś już kiedyś plumkał.
To kolejny namacalny dowód na to, że mieszkańcy Skandynawii dotarli do Ameryki na długo przed Kolumbem i zaszczepili tam swój pierwiastek (a i nie tylko) rozprzestrzeniając materiał genetyczny. Black metalowe projekty w USA często więc podpierają się skandynawską mitologią. Mogą – przecież mają takich przodków. Strach pomyśleć, co by było gdyby któryś bardziej uczony, dokopał się do informacji mówiącej o Fenicjanach, którzy mieli przypłynąć do Ameryki wcześniej. Wróćmy do muzyki. Szczerze powiedziawszy najsilniejsze skojarzenia jakie budzi u mnie Galdr odnoszą się do pewnego wąsatego i brodatego pana, który spłacił już dług państwu, a teraz biega po lesie i poluje na wiewiórki, lub szkoli swoje jednostki paramilitarne. Tak, mowa o Burzum. Dokładniej rzecz biorąc to w zasadzie jednej płyty. Nie jest to powtórzenie kropka w kropkę, bardziej chodzi o samą aranż utworów. 49 minut w sumie dość przystępnej muzyki. Moją szczególną uwagę przyciągnęły trzy instrumentalne utwory, chociaż akurat w przypadku ostatniego – Nordstjerne mam obawy, czy nie jest za długi. No chyba, że to ma być usypiacz to okej. W żadnym wypadku, to co możemy usłyszeć na drugim albumie Galdr nawet nie stało koło oryginalności, ale i też myślę, że nie taki był plan. Jeśli lubujecie się w łażeniu po lesie, układaniu pentagramów z szyszek, a potem robieniu z nich rytualnych ognisk, to ta płyta sprawdzi się doskonale. Tworzy tak zwany „klimat”, cokolwiek to znaczy w dzisiejszym świecie.
Właściwie nie wymagam od tego typu grania, aby mnie zaskakiwało. Ma się dobrze słuchać. W przypadku Galdr jest dobrze, ale bez szału.
Ocena: 6/10
Tracklist:
01. Realm of Nifelheim
02. Calling out into a frozen Void
03. Oath Of Blood
04. Well of Urdr
05. Fenrirs Sorrow
06. Iss Og Odal
07. Ancient Lights of the Stars
08. Nordstjerne





