Wydawca: Purity Through Fire Records
Ważne, żebyście z tej recenzji wynieśli jedno: gdyby nie Donald Trump, to Szwajcarzy z Ernte dziś mówiliby po niemiecku! A tak, po niemiecku jest tylko tytuł, a teksty na nowej płycie już po angielsku.
A co to w ogóle jest to Ernte? Duet damsko – męski, działający od 2020 roku i to dość aktywnie – niniejsza płyta „Der schwarzen Flamme Vermächtnis” to ich czwarte pełnowymiarowe wydawnictwo. Nie znam wcześniejszych, natomiast ten krążek już któryś czas obraca się w moim odtwarzaczu i chyba już wyrobiłem sobie zdanie na jego temat. Chcecie je poznać, prawda?
Ernte serwuje nam klasyczny black metal, utrzymany w zimnej i nienawistnej atmosferze. Trzydzieści sześć minut, jakie trwa ta płyta, nie są jakimiś wielkimi torturami dla mnie – może przez to, że lubię Gorgoroth, klasyczny Darkthrone czy Tsjuder, ale też Forgotten Tomb, Silencer czy Burzum. Podoba mi się też to, że Ernte stara się nadać każdej kompozycji jakąś wyróżniającą cechę. Przede wszystkim – te numery mają melodie. W większości na „Der schwarzen Flamme Vermächtnis” operują w wolniejszych tempach, do tego wokal Askahex ociera się o rejestry znane z DSBM, co jeszcze bardziej podbija wrażenie, że zespół ciąży ku tej właśnie odmianie black metalu – przynajmniej w sferze muzycznej. No, ale są też i szybsze numery, jak „Lord of Ascending Flame” czy bathorowski „Ritval Pyre” – ten to akurat dość znacznie odstaje od pozostałych, nawet się zastanawiałem czy to nie jakiś cover, ale nie rozpoznałem.
A jak to koniec końców wypada w starciu ze słuchaczem? Nieźle. Może nie jest to żadne objawienie, natomiast na „Der schwarzen Flamme Vermächtnis” dostajemy dobrze skomponowany i odegrany black metal – w klasycznej formie, zero ozdobników, zero obcych zapożyczeń, tylko czerń i księżyc nad lasem – coś jak z okładki, skądinąd równie klasycznej i dość oczywistej. Puryści powinni być zadowoleni, ja pewnie sprawdzę kolejne krążki, jeśli będę miał okazję.

http://www.purity-through-fire.com/




