Wydawca: Century Media Records
Niejeden zapewne uronił łezkę, na myśl, że raczej nie doczekamy się kolejnego albumu Power Trip. Naprzeciw tym smutkom wyszło amerykańskie Enforced, ale zamiast pocieszyć sprzedało na wjazd soczystą bułę na ryj, po czym wzięło słuchacza buty. A wejrzał na to Pan i było Mu to miłe.
Ano tak, moje Misie, Power Trip jest pierwszym, co przyszło mi na myśl, gdy odpaliłem album „War Remains”. Nie byłem obeznany z ich wcześniejszymi dokonaniami, dlatego efekt „wow” był tym bardziej dewastujący. Po chwili skupienia dotarło do mnie, że słychać tam również Slayera, a także echa wczesnego Toxic Holocaust. Sami przyznacie, że taka mieszanka może być albo przesadzona, jak kwiatki na balkonie Waszej starej, albo niszczyć obiekty. I spieszę donieść, że na szczęście ma miejsce ta druga opcja. Enforced od początku do końca łapie za jaja i trzyma je w żelaznym uścisku płonącej nienawiści. Każdy riff jest odczuwalny, jak smagnięcie pasem starego, perkusja napierdala niczym ciężki karabin maszynowy, a dzieła destrukcji dopełnia przewkurwiony wokal. Wisienką na torcie jest kawałek tytułowy, gdzie cała ta nienawiść i gniew aż się wylewają ze słuchawek, i chlupoczą pod kapciami. Dłoń sama zaciska się w pięść, a w sercu czuć narastający gniew. MJUT!
Więcej nie będzie, bo to nie jebana Panorama Racławicka, by z lubością analizować każdy detal. Ten pocisk wlatuje w całości, by zostawić po sobie zgliszcza. Pozycja obowiązkowa.
Ocena: 8/10
Lista utworów:
- Aggressive Menace
2. The Quickening
3. Hanged by My Hand
4. Avarice
5. War Remains
6. Mercy Killing Fields
7. Nation of Fear
8. Ultra-Violence
9. Starve
10. Empire




