Skip to main content

Koncert w środku tygodnia nie zawsze mi pasują, ale że nadarzyła się okazja zobaczyć coś ciekawego, to skorzystałem. A co widziałem i słyszałem, Wam tu, Dzieci, opisałem.

Akurat zdążyłem w koncertu wrócić do domu, zjeść co, założyć godny przyodziewek i w strugach deszczu mknąć pod Liverpool. Na miejscu klasyk w gumie – zamknięte. I wyglądało na to, że wjazd opóźni się o kolejne dwadzieścia minut. Podbiłem więc do pubu obok i dwa irish stouty później można było lokować się w środku. Niestety, Wrocław zawiódł pod kątem publiki. Maksymalnie może było z 30 osób, ale myślę, że środek tygodnia też robił swoje (oraz całkowity brak promocji, bo nigdzie nie szło usłyszeć o tym gigu). Zaopatrzywszy się w pieniste ulokowałem się w taktycznym miejscu i czekałem. I czekałem. I kurwa ponad godzinę opóźnienia, ja pierdolę. Aż mi się przypomniała legendarna Ciemna Strona Miasta, gdzie koncert bez opóźnień nie miał prawa się wydarzyć. W końcu na scenę wtoczył się wrocławski Ethbaal. Tych huncwotów kojarzyłem z przedojebanego gigu Church of Doom, gdzie dzielili scenę z takimi mocarzami, jak Hydra, Mag, czy Abysmal Grief. Chłopy przywaliły solidną porcją doom metalu podlanego momentami stonerem. Bas sprawiał, że trzęsła się ziemia, to trzeba przyznać. Nóżka drgnęła momentami, szczególnie w szybszych partiach, jednak niewiele więcej. Może wynika to też z faktu, że fanem takiego grania zbytnio nie jestem, ale dla mnie Ethbaal zagrał po prostu poprawnie. Wstydu nie ma, ale klaskać udami też nie będę.

 

Na szczęście na kolejną kapelę nie trzeba było czekać długo, bo na scenę wjechała gwiazda wieczoru, czyli greckie Diablery. Wcześniej średnio ich kojarzyłem, gdzieś tam ktoś podesłał co, posłuchało się i odpaliło znów Toxic Holocaust. Okazało się, że to był błąd, bo ze sceny poleciała dawka czarnego metalu w typowo greckim stylu, która z miejsca chwyciła mnie za serce, a maniaków tego grania wprawiła w podniosły nastrój. Ateńczycy zaczęli od „Three Torches Lit”, które falą wpierdolu zalało klub oraz publikę. Niestety przy tym występie najmocniej doskwierał mi generalny minus Liverpoolu, który pojawiał się już na poprzednich koncertach: kiepskie nagłośnienie gitar. Bas, trzepie, jak łyk Heraclesa Classic Płońsk Aperitifu, wokal pewnie był słyszalny nawet w kosmosie, a perka drganiami wywoływała tsunami. Tylko gitarę było słychać słabo, a szkoda, bo w tego typu graniu jest ona chyba jednym z najważniejszych elementów. Niemniej momentami dało się coś wyłapać. Kolejne utwory wchodziły równie dobrze jak otwieracz. No weźmy takie „Star Veiled Face”, z hipnotyzującym refrenem, MJUT! Całość wieńczyło świetne „Moonlit Dome Revealed”. Muszę przyznać, że występ miażdżył. Czuć, że Diablery nie wypadło sroce spod ogona, tylko to zaprawieni w bojach wojownicy, którzy znają swoje rzemiosło i wykonują je bardzo dobrze. Jak z początku dość niechętnie jechałem na ten koncert, to jednak po tej sztuce stwierdzam, że warto było.

Po prawdzie mogłem już zawijać się do domu, ale ciekawiła mnie jeszcze ostatnia kapela, którą była Vāmācāra. Hord mi całkowicie obcy, który zaprezentował się, dziwnie. Serio, nie jestem w stanie do końca pojąć, co takiego płynęło ze sceny. W opisie wydarzenia chwalili się, jako międzygatunkowy miszmasz odważnie łamiący granice. Co do drugiej części, nie sądzę, ale miszmasz jest to na z pewnością. Tu i tam potrafił nagle przebić naprawdę dobry riff, by potem przejść dziwną pseudopschodelę, do tego podlaną trochę niepasującym do tego wokalem. Widziałbym tam coś bardziej śpiewanego, jak np. w Magu. Nie było to całkowicie chujowe, ale z pewnością nie powiem, by było też dobre. Dziwne i osobliwe – tak.

Po wszystkim pozostało mi tylko dopić browara i przedzierając się przez napierdalający deszcz złapać nocny autobus nucąc „Star Veiled Face”. Trzeba przyznać, że Diablery samodzielnie podźwignęło cały gig i chwała im za to. Kto nie był, niech żałuje.

Bart
603 tekstów

Przemądrzały, gruby chuj. Miłośnik żarcia, alkoholu i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Newsy

Nowy album Griffon

OracleOracle26 stycznia 2024

Skomentuj