Wydawca: Via Nocturna
Przyznam się, że dopadło mnie zdziwienie, gdy odpaliłem „Krew” od Despizer i na początek wjechał taki dość wolny i w chuj ciężki „Trzeba Umrzeć”. Czyżby jakieś zmiany? Przekonajmy się!
No cóż, pewne zmiany są słyszalne, no ale w końcu od „Pogardy” minęło siedem lat. No to może tak – nowa płyta jest chyba jeszcze bardziej brudna pod kątem brzmienia. W porównaniu do wcześniejszych materiałów „Krew” ma taki mocno niechlujny, paskudny d-beatowo / crustowy sound. Przejawia się to w tym, jak brzmią instrumenty, ale też na przykład wokal Tomasza jest jeszcze bardziej chamski, chwilami trudno go zrozumieć. Natomiast jest to akurat dla mnie plus, bowiem dzięki temu Despizer nabiera na brutalności i wściekłości. A pod względem wściekłości u Pabianiczan nic się nie zmieniło. Puśćcie sobie taki „Zaciśnięte Pięści” – moim zdaniem najlepszy kawałek na płycie. Ależ on ma energię, berecik zrywa przy samej dupie! W połączeniu z tekstami dostajemy iście wybuchową mieszankę, jakbyście szukali soundtracku pod miejskie zamieszki, to Despizer przychodzi Wam w sukurs właśnie z tym albumem.
Same kompozycje z kolei mocno się zmetalizowały – mniej tutaj punka, dostajemy natomiast sporo chamsko – prymitywnych black/thrash metalowych naleciałości. To znaczy, dla mnie ten zespół zawsze był jednak zespołem z wieloma metalowymi elementami, natomiast na „Krwi” jest ich zdecydowanie więcej niż wcześniej. Czy zdobędzie przez to więcej słuchaczy? Trudno mi powiedzieć, różnica jest słyszalna, ale nie nad wyraz drastyczna. Aha – ostatni kawałek na płycie, „Megalomania” trwa coś koło dziesięciu minut, jednakże ni chuj się przy nim nie wynudzicie, bo to taki Despizer w pigułce. Tylko dużej pigułce. Natomiast jest to coś, czego wcześniej na ich krążkach nie uświadczyliście.
Bardzo fajna płyta. Tak jak wspominałem na początku – może stanowić dla Was podkład pod czyny chuligańskie czy inne akty wandalizmu. No ale jak dokazywać, to przy dobrej muzyce, co nie?
https://www.facebook.com/despizer
Home




