Wydawca: Hells Headbangers Records
Niewątpliwą popularnością cieszy się ostatnimi czasy Nekromantheon – oczywiście w pełni zasłużoną. A na dniach swój drugi krążek wypuszczą ich rodacy z Deathhammer, którymi dziś się zajmiemy.
Dlaczego przywołałem Nekromantheon? Bo stylistycznie obie grupy są do siebie bardzo podobne, obie pokazują, że Norwegia już dawno przestałą być tylko i wyłącznie kolebką black metalu, ale że ma do zaoferowania o wiele więcej. Na przykład wychodzi naprzeciw oczekiwaniom młodzieży rozkochanej w starym i brudnym thrash metalu. „Onward To The Pits” puściłbym w pierwszej kolejności wszystkim gówniarzom, którzy mają więcej naszywek na katanach niż miesięcy w służbie thrash metalu. Jak już oni obejsrali by sobie reeboki (skąd oni je w ogóle kurwa biorą?!) oszołomieni agresją i surowizną tego materiału, wówczas Deathhammer zaaplikowałbym tym, którzy naprawdę wiedzą o co w tym chodzi. Norwegowie grają… a nie, oni napierdalają! Napierdalają z iście diabelską werwą piekielny thrash metal, zły i obskurny. Norwegowie wzięli co najlepsze z „Hell Awaits”, „Darkness Descends”, „Persecution Mania”, debiutu Bathory, „Infernal Overkill”, „Welcome To Hell”, Beneath The Remains”, „Ace Of Spades”, „Black Thrash Attack” i wielu innych doskonałych płyt, a następnie przetopili to w dziesięć utworów, jakie znalazły się na „Onward To The Pits”. Mamy tu pędzące rifffy, opętańcze wokale (łącznie z wysokimi piskami, które to ponoć są wieśniackie i niemodne, a które sprawiają mi tyle przyjemności, hehe!) i łomoczącą perkusją. Ten album pędzi niczym huragan i zmiata wszystko co napotka na drodze, jest jak burza z piorunami i gradem, jak szarańcza albo derby w Istambule – niszczy wszystko i wszystkich.
Ten album jest musem dla wszystkich thrashowych maniaków, zwłaszcza jeśli potraficie docenić norweskie kapele z tego gatunku. Moja totalna i pełna rekomendacja!
Ocena: 10/10




